czwartek, 20 sierpnia 2009

Czyje treści nas interesują?

Inną ciekawostką, która "rzuciła" mi się w oczy przy studiowaniu ostatniego raportu D-Link, to odpowiedź na pytanie: Które treści są dla Pana(i) najciekawsze? Ku mojemu zdziwieniu (być może dla innych nie jest to zaskakujące) najwięcej respondentów odpowiedziało, że są to treści tworzone przez innych użytkowników Internetu - aż 46%. Tylko 17% wskazało, że najciekawsze są dla nich informacje tworzone przez dziennikarzy... Mam wrażenie, że to pokazuje, że kryzys tradycyjnych mediów, to już nie tylko papierowa forma publikacji, ale samo podejście do tworzenia informacji, budowania zaufania z czytelnikami oraz świadomość niezależności i bliskości z odbiorcą.

P.S. Tylko 5% uczestników badania wskazało, że najciekawsze są dla nich treści tworzone przez firmy.

Pełny raport D-Link Technology Trend 2009 w poniższej prezentacji.

środa, 19 sierpnia 2009

Jak Polacy używają Internet - badanie D-Link Technology

Dawno mnie nie było na własnym blogu. Dużo się działo, a do tego okres wakacji...
Z ciekawszych rzeczy, które mnie skłoniły do napisanie kilku słów to badanie D-Link Technology na temat korzystania z Internetu.
Przede wszystkim co rzuca się w oczy, to inne "motywatory", które skłaniają Polaków i Amerykanów do serfowania w sieci.



Jak widać aż 80% Amerykanów korzysta z Internetu dlatego, że chce się komunikować z innymi użytkownikami. W Polsce ta przesłanka jest ważna tylko dla 60% internautów. Z kolei o 15 punktów procentowych mocniej niż ludzie z USA chcemy być uczestnikami społeczności. To pokazuje, że nadal jesteśmy bardziej biernymi uczestnikami internetowej rewolucji. Jeszcze bardziej odmienne nastawienie do Internetu Polaków pokazuje informacja, ilu z nas pisze bloga. Tu różnica między Polakami a Amerykanami jest wręcz dramatyczna. Tylko 3% przyznaje się do tworzenia bloga (a 37% do tworzenia jakichkolwiek własnych treści, włącznie z komentarzami na forach, listach, pod artykułami itp.) gdzie w przypadku amerykańskich użytkowników globalnej sieci to 44% aktywnie blogujących.

To oczywiście nie wszystkie obserwacje z tego badania. Innym faktem jest to, że już blisko 1/3 wszystkich Polaków posiada konto w serwisie społecznościowym. Wydawałoby się, że to rewelacyjny wynik, wskazujący na to, że WEB 2.0 jest już zrozumiały dla większości internautów. Obawiam się jednak, że gro z tych osób, to po prostu Ci, którzy mają jedynie profil w nasza-klasa.pl, a to chyba nie wystarczy, żeby można było powiedzieć, że są aktywnymi uczestnikami polish social media.

piątek, 10 kwietnia 2009

Sukces = ryzyko

Szczególnie w czasie kryzysu, często zastanawiamy się jak osiągnąć sukces? Moje ostatnie dowiadczenia, rozmowy i spotkania na Forum Gospodarczym Aglomeracji Poznańskiej potwierdzają w pełni słuszność starej jak świat tezy: BEZ RYZYKA NIE MA SUKCESU. Sukces wynika z przedsiębiorczości, a przedsiębiorczość, to często właśnie życie na krawędzi, balansowanie między tym co wydaje się stabilne a tym co ekscytujące, przyszłościowe, ale i niepewne. Wydaje się wręcz, że wielkość sukcesu jest wprost proporcjonalna do ponoszonego ryzyka i zaangażowania, do wiary, że ta niepewna droga ma sens...
Świetnym materiałem nad którym warto się zastanowić jest poniższy film. Tu jego twórcy poszli jeszcze dalej pokazując, że nie tylko sukces, ale ŻYCIE = RYZYKO.

poniedziałek, 30 marca 2009

Ryba zawinięta w gazetę

I jeszcze jeden post do wcześniejszego materiału. We wspomnianej Rzeczpospolitej można było przeczytać następującą historię:

„5 listopada 2008 roku dzwoniłem do przyjaciół w Ameryce, żeby zachowali mi egzemplarz Chicago Tribune" z nocy wyborczej prezydenta Obamy. Mam wszystkie pierwsze strony z rodzinnych miast prezydentów od wyborów Roosevelta. Teraz mam i numer z Obamą, tyle że fabrycznie foliowany z eleganckim nadrukiem wydanie pamiątkowe", nigdy nieotwarty. Wydawca wiedział, że tego egzemplarza nikt nie kupi dla newsów. Ani nawet dla poszerzonych analiz i przenikliwych komentarzy. Wszystko zostało skonsumowane, zanim jeszcze ruszyły maszyny drukarskie. Newsy wszyscy znali z telewizji, a jeżeli szukali głębszych analiz, to znaleźli je w Internecie. Komentatorzy swoje błyskotliwe puenty powtórzyli w radiu, opublikowali w blogach i pewnie zdążyli odpowiedzieć na kilka szyderczych uwag czytelników, zanim gazeta trafiła na ulicę. Tradycyjne wydanie warte jest tyle co pamiątka. Informacja w gazecie stalą się bezwartościowa”.

W tym samym materiale jest jeszcze jeden ciekawy fragment, ilustrujący dewaluację tradycyjnej gazety:

„W lutym tygodnik „Time" dał symboliczną okładkę - rybę zawiniętą w gazetę. Obrazek w zasadzie wystarcza już za odpowiedź na tytułowe pytanie: Jak ocalić gazetę ". Jak ocalić coś, czego nikt nie potrzebuje. W 2008 roku 43 proc. informacji pozyskiwaliśmy z Internetu. Jeszcze dwa lata temu to było zaledwie 24 proc. Co więcej, z roku na rok rośnie popyt na informacje. Według Pew Research Center czytamy dziś średnio trzy razy więcej newsów niż dziesięć lat temu, lecz płacimy za dostęp do informacji cztery razy mniej. Nie tylko czytamy, ale też idziemy tropem informacji. Skaczemy z linku na link z artykułu na artykuł. A potem dopisujemy swoje komentarze. Nawet najbardziej niszowe opracowania mogą dziś liczyć na masowe zainteresowanie” – czytamy w Rzeczpospolitej.

Źródło: Rzeczpospolita, Tomasz Wróblewski, 2009-03-28, str. A22

Koniec gazety wieści sama gazeta

Już powstało wiele podobnych treści. Większość z nich w Internecie. Teraz jednak stało się coś niesamowitego. W Rzeczpospolitej, bardzo renomowanym tytule, zresztą tytule, który czeka na kupca, pojawia się publikacja wieszcząca szybszy koniec tradycyjnej prasy niż nam się wydaje.
Poniżej przedstawię, słowami analityka PRESS-SERVICE Monitoring Mediów, streszczenie tej publikacji. Oczywiście zachęcam do jej lektury również w całości w weekendowej Rzepie.

Ziściło się to, co jeszcze rok temu było jedynie hipotezą. Papierowa gazeta przestaje być produktem codziennego użytku. Za pięć, a może już za trzy lata zabraknie jej w kiosku koło -ciebie, nie przeżyje kolejnej fali cięć prenumeraty w biurach. Zniknie. Zostanie kawiarnianym kaprysem, nostalgią za minioną epoką. Coś jak płyta winylowa, stoi na półce dobrze widoczna, ale w domu nie ma nawet gramofonu, żeby jej odsłuchać.
„My, dziennikarze, powinniśmy być zachwyceni. Od czasów pierwszych starożytnych publikacji nigdy nie mogliśmy liczyć na taki odzew i udział czytelników. Darmowy dostęp do informacji jest olbrzymią zdobyczą cywilizacyjną. Sęk w tym, że nikt nie wie, jak i kto ma za to płacić. Na czym ma polegać ten nowy wspaniały biznes, skoro praca dziennikarza coraz częściej oddawana jest za darmo. Z czego żyją dziś gazety Głównie z cięcia kosztów. Malejące wpływy reklamowe nie są już w stanie utrzymać rozbudowanych i ambitnych struktur redakcyjnych z lat 70. i 80. Jeżeli jeszcze utrzymują się przy życiu, to tylko dzięki radykalnym redukcjom i obniżonym standardom. W Polsce nie mamy dziś jednej gazety, która nie zwalnia dziennikarzy i nie redukuje plac. Jedni pozbawiają się słabszych i mało wydajnych dziennikarzy, a inni tną do spodu. Często ryzykując, że większa epidemia grypy uniemożliwi skompletowanie gazety” – podaje Rzeczpospolita.
„Ogólnopolskie tytuły i te resztkami sił pretendujące do bycia ogólnopolskimi wykazują niezwykłą kreatywność w łataniu zdziesiątkowanych redakcji. Jak łysiejący mężczyzna zaczesujący braki, tak redakcje próbują łączyć działy, najmować stażystów, a ostatnio posiłkować się amatorami - tzw. dziennikarzami społecznymi. W miejsce krajowej publicystyki kupują od hurtowników teksty brytyjskich czy amerykańskich komentatorów. W kilku redakcjach dziennikarze zostali sprowadzeni do roli przeklepywaczy - przepisują informacje ściągnięte ze stron internetowych. Poważne wydawnictwa rezygnują z agencji prasowych i serwisów informacyjnych. Byłby to jeszcze niewielki problem, gdyby nie to, że dla swoich potrzeb podkradają serwisy ze stron internetowych konkurencji. Informacje PAP czy Reutersa zabarwiają kilkoma wypowiedziami, dla niepoznaki zmieniają kolejność akapitów i drukują” – czytamy w Rzeczpospolitej.

Źródło: Rzeczpospolita, Tomasz Wróblewski, 2009-03-28, str. A22

wtorek, 27 stycznia 2009

Attention Marketplace - Outsourcing Magazine

W 15 numerze kwartalnika Outsourcing Magazine, ukazał się materiał na temat rynku Attention Marketplace (http://www.outsourcing.com.pl/8763,szukanie_w_morzu_informacji.html).
W publikacji zacytowano moje wypowiedzi, które pokazują, że na rynek monitoringu mediów również można spojrzeć z innej perspektywy - perspektywy Attention Marketplace. To ciekawa obserwacja ukazująca szerokość filozofii MEDIA INTELLIGENCE.

[...] Rynek monitoringu mediów zmienia się bardzo dynamicznie. Jest ściśle powiązany z rozwojem technologii telekomunikacyjnych i ewolucją mediów. Wzrost dostępu do szerokopasmowego Internetu, czy rozwój usług mobilnych to tylko niektóre czynniki wpływające bezpośrednio na rynek monitoringu. Technologia wpłynęła także na same media i notujemy niespotykane dotąd tempo ich zmiany. Elektroniczne wydania gazet, rozwój Internetu definiowany jako Web 2.0, sprawiły, że media sprzed 5 lat w odniesieniu do obecnych dzieli ogromna przepaść. [...]

[...] Jeszcze kilka lat temu monitoring mediów postrzegany był jako usługa dla agencji PR i dużych firm. Z czasem jednak sytuacja uległa zmianie, bo bardzo mocno wzrosła świadomość potrzeby korzystania z tego typu usług, i co równie ważne zmalała ich cena - zaznacza Sebastian Bykowski, dyrektor Generalny PRESS-SERVICE Monitoring Mediów sp. z o.o
Sebastian Bykowski z PRESS-SERVICE również dostrzega coraz większe znaczenie sieci. - Obserwujemy wzrost znaczenia internetu w bardzo wielu obszarach. Monitoring grup dyskusyjnych, forów, blogów, czy nawet komentarzy pod artykułami to już niemal standard dla każdego naszego klienta – tłumaczy. [...]

[...] Firmy monitorujące media często dostają nietypowe zlecenia. Sebastian Bykowski [...] przytacza przykład przedsiebiorstwa z branży kosmetycznej poszukującej znanej osoby, która miałaby stać się twarzą w jej kampanii reklamowej. W tym celu wynajęła PRESS-SERVICE, aby prześwietlił wypowiedzi w mediach znanych osób, tzw. „celebrytów”. - Firma chciała mieć pewność, że wybierze właściwie i uniknie niebezpieczeństwa, że przyszły ambasador jej marki wcześniej wypowiadał się niekorzystnie w mediach na różne tematy – tłumaczy Bykowski.
To nie jedyne niekonwencjonalne zlecenia. - Zdarzają się również zapytania typu: „chcemy zostać sponsorem danego klubu – chcielibyśmy poznać jaki wizerunek w mediach mają jego kibice” lub „planujemy wejść na zagraniczny rynek; wiemy, że przed nami próbowała zrobić to firma x, dlatego potrzebowalibyśmy raport ukazujący działania tej firmy i popełnione przez nią błędy” - opowiada Bykowski. [...]

[...] O dynamicznym rozwoju attention marketplace przekonany jest również Sebastian Bykowski [...]- Filtrowanie informacji już jest koniecznością, a tendencja wzrostu ich liczby nie tylko się utrzymuje, ale jeszcze bardziej się dynamizuje - mówi. - Zarówno dla klienta biznesowego jak i zwykłego użytkownika konieczne stają się mechanizmy, które pozwolą mu na odnalezienie się w natłoku medialnych wiadomości. Bez tego wsparcia skuteczne zarządzanie informacją nie jest już możliwe - podsumowuje.[...]

wtorek, 16 grudnia 2008

LIDERZY WIZERUNKU

300 000 publikacji… taką liczbę materiałów prasowych przeanalizował zespół PRESS-SERVICE Monitoring Mediów, przygotowując tegoroczny raport Top Marka!


The medium is the message, jak stwierdził niegdyś Marshall McLuhan. Żyjemy w rzeczywistości, w której media obserwują i komentują otoczenie, kreują nasze gusta i przekonania, mają olbrzymią władzę nad wydarzeniami, mogą zniszczyć markę, wstrząsnąć giełdą, wywołać powszechną panikę. Jak w sytuacji, gdy mamy do czynienia z konwergencją środków masowego przekazu, tysiącami źródeł informacji, terabajtami wiadomości przelewającymi się przez nasze łącza, właściwie zinterpretować płynący z nich przekaz? Odpowiedz brzmi: skorzystać z nowoczesnych narzędzi oferowanych przez monitoring mediów.

Przygotowanie prezentowanego w zestawieniu Top Marka szczegółowego przeglądu dziesięciu sektorów polskiego rynku było zadaniem niezwykle trudnym. Analiza wybranych branż na przestrzeni ostatniego roku objęła trzysta tysięcy materiałów zawartych w ponad tysiącu tytułów prasowych. Opracowanie, jakie oddajemy w Państwa ręce, jest rezultatem bardzo pogłębionych wielopoziomowych analiz, opartych o specjalistyczną metodologię. Obraz wyłaniający się z tego bogactwa, ze względu na ograniczoną przestrzeń redakcyjną, jest z konieczności obrazem uogólnionym, ale nie pozbawionym detali. Składa się nań olbrzymia liczba tematów, kluczowych dla wizerunku spółek, dla perspektyw i kierunków rozwoju biznesu.
Jesteśmy społeczeństwem informacyjnym. W czasach, w których przekaz medialny wpływa na nasze decyzje zakupowe, kształtuje gusta wyborcze czy wywołuje zainteresowanie nowymi dziedzinami, badanie wizerunku prasowego wydaje się nie tylko oczywiste, ale i konieczne. Mam nadzieję, że w tym kontekście wspólne przedsięwzięcie Redakcji miesięcznika Press i zespołu PRESS-SERVICE stanie się dla Czytelników źródłem wielu ciekawych informacji i wniosków, a także inspiracją do zagłębienia się w niezwykły świat Media Intelligence.

Zapraszam do lektury najnowszego (grudniowego) magazynu PRESS.

Koniec z iluzją AVE. W obronie decyzji i budżetów

Po kilku latach absencji w tworzeniu wpisów na moim blogu - swoją aktywność przeniosłem na LinkedIn - postanowiłem przerwać to milczenie. To...