Internet najbardziej wpływowym medium
Niedawne badania przeprowadzone przez Harris Interactive oraz firmę badawczą Fleishman-Hillard potwierdzają tendencje, o których już kilkakrotnie pisałem.
Wg badania Digital Influence Index informacje czytane w Internecie przez konsumentów z Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji niemal w dwa razy większym stopniu wpływają na decyzje zakupowe tych osób niż informacje oglądane w telewizji.
Internet ugruntowuje się zatem na pozycji lidera, jako najbardziej wpływowe medium i najważniejszą formę komunikacji w życiu europejczyków.
Ciekawe są szczegółowe dane wynikające z tego badania.
Wskazania na Internet jako najbardziej istotne medium z punktu widzenia tworzenia opinii konsumenckich miały bardzo zbliżoną wartość we wszystkich z badanych krajów (w Wielkiej Brytanii – 44%, Niemczech – 45%, Francji 46%) i stanowiły blisko dwukrotnie większą liczbę niż w przypadku TV oraz ośmiokrotnie w stosunku do prasy.
Dodatkowo 66% spośród ankietowanych Brytyjczyków przyznało, że Internet pomaga im podejmować trafne decyzje. Co ciekawe, jedynie 28% z nich ufa informacjom dostarczanym przez producentów (w przypadku Niemieców odsetek ten wynosi odpowiednio 71 i 32%, a Francuzów 50 i 28%). To z pewnością ważna dana zarówno dla przedsiębiorców jak i serwisów internetowych w dobie wszechobecnych materiałów sponsorowanych, komunikatów czy przekopiowywanych informacji piarowych.
Badania Digital Influence Index dostarczyły jeszcze inne bardzo interesujące informacje. Szczególnie warto zwrócić uwagę na fakt, że badane osoby najczęściej poszukują opinii o produktach w serwisach społecznościowych oraz na stronach z opiniami internautów. To potwierdza, często pomniejszaną przez polskie firmy rolę forów i grup dyskusyjnych w kształtowaniu decyzji zakupowych, ale także budowie wizerunku marek. Uzupełnieniem tych danych jest informacja o tym, że ponad 80% respondentów w sieci porównuje ceny poszukiwanych produktów, 75% zarządza swoim kontem bankowym przez Internet, a ponad 66% respondentów pozyskuje z Internetu informacje dotyczące bieżących wydarzeń.
środa, 2 lipca 2008
czwartek, 8 maja 2008
Benchmarking kredytów hipotecznych - I kwartał 2008
W ostatnim okresie w mediach zauważalne jest ożywienie wokół oferty kredytów hipotecznych. Wystarczy przyjrzeć się temu co prasa pisze na temat wybranego banku, by stwierdzić, że znaczna część tego przekazu skupia się na jego ofercie, a zwłaszcza na tej kredytowej. Razem z kartami płatniczymi, kredyty i pożyczki niepodzielnie królują. Wskazuje się, że trend ten ma związek z gwałtownym rozwojem rynku nieruchomości. Jeszcze niedawno o wiele ostrożniej kredytowano przedsięwzięcia takie jak np. zakup ziemi. W ostatnich miesiącach jest jednak wyraźne rozprężenie w tym temacie a tendencja, by ułatwiać klientom tego typu działalność (z dużą korzyścią – rzecz jasna – dla wierzyciela) staje się dominująca. O ile wcześniej klient mógł pomarzyć o szybkim skorzystaniu z takiej oferty, o tyle teraz łatwość i dostępność podobnych rozwiązań staje się powoli obowiązującym standardem.
W prasie, zauważalne są artykuły, w których ustawicznie sugeruje się odbiorcy, że, po pierwsze, kredyt jest coraz bardziej dostępny, a po drugie, iż jest to swego rodzaju moda, bo na kredyt kupują wszyscy, wszystko i wszędzie. Możemy zatem spotkać się z tytułami sugerującymi swoistą powszechność praktyk konsumenckich („Kupuj na kredyt”, „Działka na kredyt”, „Inwestuj w ziemię” itd.). W tekstach tego typu czytamy jakie są najnowsze tendencje inwestycyjne i że w takich wypadkach kredyty hipoteczne są bardzo popularnym rozwiązaniem.
Po drugie, bardzo często natknąć się możemy na artykuły o charakterze poradnika. Załóżmy, że już zdecydowaliśmy się na zakup ziemi czy mieszkania, a zatem pozostaje jedynie pójść po korzystny kredyt. Tylko gdzie? Prasa specjalistyczna i ekonomiczna stara się odpowiedzieć na te pytania i wypełniona jest po brzegi materiałami spod znaku „Gdzie po szybki kredyt hipoteczny?”, „Gdzie się korzystnie zapożyczyć na zakup mieszkania?”, „Tania gotówka na wyciągnięcie ręki” itp. W tekstach tych prezentowane są czytelnikom wszelakiej maści zestawienia, tabele i rankingi.
Po trzecie wreszcie, natknąć się można na publikacje przybliżające czytelnikowi ogólną sytuację na rynku kredytów hipotecznych. Dowiadujemy się z nich, że w sektorze bankowym mamy do czynienia z zażartą walką o klienta, walką zaostrzającą się z roku na rok. Mówi się wręcz o przypuszczeniu ataku na portfele klientów. Zwłaszcza zaś na tych wracających z pracy za granicą. „Dążymy do tego, aby klient przyjechał do Polski tylko raz – w celu złożenia wniosku wraz z dokumentami” – jak dobitnie stwierdza pracownik jednego z banków (Polska). Nic więc dziwnego, że odbiorca spotkać się może z atakującymi go zewsząd informacjami o promocjach i udogodnieniach. W artykułach tego typu, mówi się o niebotycznych zyskach, wynikach finansowych nienotowanych nigdy wcześniej, sugerujących, że kredyty hipoteczne stają się w ostatnim czasie dla banków prawdziwą żyłą złota. Nie brak doniesień z poletka poszczególnych banków, w których żongluje się danymi wskazującymi na znaczny wzrost zainteresowania tego typu usługami.
W prasie, zauważalne są artykuły, w których ustawicznie sugeruje się odbiorcy, że, po pierwsze, kredyt jest coraz bardziej dostępny, a po drugie, iż jest to swego rodzaju moda, bo na kredyt kupują wszyscy, wszystko i wszędzie. Możemy zatem spotkać się z tytułami sugerującymi swoistą powszechność praktyk konsumenckich („Kupuj na kredyt”, „Działka na kredyt”, „Inwestuj w ziemię” itd.). W tekstach tego typu czytamy jakie są najnowsze tendencje inwestycyjne i że w takich wypadkach kredyty hipoteczne są bardzo popularnym rozwiązaniem.
Po drugie, bardzo często natknąć się możemy na artykuły o charakterze poradnika. Załóżmy, że już zdecydowaliśmy się na zakup ziemi czy mieszkania, a zatem pozostaje jedynie pójść po korzystny kredyt. Tylko gdzie? Prasa specjalistyczna i ekonomiczna stara się odpowiedzieć na te pytania i wypełniona jest po brzegi materiałami spod znaku „Gdzie po szybki kredyt hipoteczny?”, „Gdzie się korzystnie zapożyczyć na zakup mieszkania?”, „Tania gotówka na wyciągnięcie ręki” itp. W tekstach tych prezentowane są czytelnikom wszelakiej maści zestawienia, tabele i rankingi.
Po trzecie wreszcie, natknąć się można na publikacje przybliżające czytelnikowi ogólną sytuację na rynku kredytów hipotecznych. Dowiadujemy się z nich, że w sektorze bankowym mamy do czynienia z zażartą walką o klienta, walką zaostrzającą się z roku na rok. Mówi się wręcz o przypuszczeniu ataku na portfele klientów. Zwłaszcza zaś na tych wracających z pracy za granicą. „Dążymy do tego, aby klient przyjechał do Polski tylko raz – w celu złożenia wniosku wraz z dokumentami” – jak dobitnie stwierdza pracownik jednego z banków (Polska). Nic więc dziwnego, że odbiorca spotkać się może z atakującymi go zewsząd informacjami o promocjach i udogodnieniach. W artykułach tego typu, mówi się o niebotycznych zyskach, wynikach finansowych nienotowanych nigdy wcześniej, sugerujących, że kredyty hipoteczne stają się w ostatnim czasie dla banków prawdziwą żyłą złota. Nie brak doniesień z poletka poszczególnych banków, w których żongluje się danymi wskazującymi na znaczny wzrost zainteresowania tego typu usługami.

Kredyty na polskim gruncie
Jak bardzo temat kredytów zadomowił się w przestrzeni medialnej, świadczyć może również (a może przede wszystkim?) fakt, że są one tematem prasy o bardzo zróżnicowanym profilu. Teoretycznie powinniśmy oczekiwać, że problematyka ta zarezerwowana będzie dla mediów o profilu ekonomicznym, ewentualnie wysoce specjalistycznym. Nic bardziej błędnego! Temat kredytów, owszem, najwyraźniej widoczny jest w takich tytułach jak „Parkiet”, „Puls Biznesu” czy „Gazeta Finansowa”. Tytuły specjalistyczne są pod tym względem bardzo systematyczne i na bieżąco informują o konkretnych nowościach, ale prócz tego to zagadnienie jest stale obecne na łamach prasy ogólnoinformacyjnej, nie mówiąc o mutacjach regionalnych, czy nawet prasie teoretycznie zupełnie niezwiązanej z branżą („Świat i ludzie”, „Imperium TV”, „Rewia”, „Na żywo”).
Ta swoista wszechobecność analizowanego tematu świadczyć może tylko o jednym. Mamy do czynienia ze znaczącą zmianą mentalności, rezultatem przemian gospodarczych ostatnich dwóch dekad: zarówno banki, jak i klienci mają już zupełnie inne podejście do pieniądza i istoty konsumpcji. Koniecznych środków nie gromadzi się już przez większość życia, jest raczej odwrotnie: na resztę życia wystarczy się bowiem zapożyczyć. Perspektywa spłaty kredytu choćby i przez 50 lat – jeszcze kilkanaście lat temu nie do przyjęcia – nie jest już dla nikogo szokująca. Banki wychodzą z taką ofertą i z powodzeniem znajdują chętnych. Zadłużenie Polaków sukcesywnie wzrasta… Nie jest to zresztą prawidłowość obserwowana jedynie w Polsce. W innych krajach znajdujących się niegdyś za żelazną kurtyną tendencje te wyglądają podobnie.
Co więcej, banki nie zamierzają spuścić z tonu, gazety i Internet w ostatnim kwartale pełne były doniesień na temat ustawicznego „ostrzenia sobie zębów” przez bankierów. Choć moda na zapożyczanie jest w Polsce stosunkowo nowa, nie ulega wątpliwości, że trafiła na bardzo podatny grunt, wiele wskazuje więc na to, że wystarczy wprowadzić kolejną promocję, ażeby klienci ruszyli szturmować oddziały.
Pod koniec pierwszego kwartału 2008 pojawiły się jednak w mediach sygnały, według których banki niebezpiecznie zbliżyły się do granicy atrakcyjności kredytów. A to może oznaczać tylko jedno, jak wskazywał „Parkiet”, „Jakość kredytów ‘dla Kowalskiego’ już się nie poprawia”. Zdaniem analityków trudno jednak jednoznacznie ocenić, z czym tak naprawdę mamy do czynienia: czy jest to tylko chwilowy spadek formy, czy może zapowiedź odwrócenia trendów.
Jak bardzo temat kredytów zadomowił się w przestrzeni medialnej, świadczyć może również (a może przede wszystkim?) fakt, że są one tematem prasy o bardzo zróżnicowanym profilu. Teoretycznie powinniśmy oczekiwać, że problematyka ta zarezerwowana będzie dla mediów o profilu ekonomicznym, ewentualnie wysoce specjalistycznym. Nic bardziej błędnego! Temat kredytów, owszem, najwyraźniej widoczny jest w takich tytułach jak „Parkiet”, „Puls Biznesu” czy „Gazeta Finansowa”. Tytuły specjalistyczne są pod tym względem bardzo systematyczne i na bieżąco informują o konkretnych nowościach, ale prócz tego to zagadnienie jest stale obecne na łamach prasy ogólnoinformacyjnej, nie mówiąc o mutacjach regionalnych, czy nawet prasie teoretycznie zupełnie niezwiązanej z branżą („Świat i ludzie”, „Imperium TV”, „Rewia”, „Na żywo”).
Ta swoista wszechobecność analizowanego tematu świadczyć może tylko o jednym. Mamy do czynienia ze znaczącą zmianą mentalności, rezultatem przemian gospodarczych ostatnich dwóch dekad: zarówno banki, jak i klienci mają już zupełnie inne podejście do pieniądza i istoty konsumpcji. Koniecznych środków nie gromadzi się już przez większość życia, jest raczej odwrotnie: na resztę życia wystarczy się bowiem zapożyczyć. Perspektywa spłaty kredytu choćby i przez 50 lat – jeszcze kilkanaście lat temu nie do przyjęcia – nie jest już dla nikogo szokująca. Banki wychodzą z taką ofertą i z powodzeniem znajdują chętnych. Zadłużenie Polaków sukcesywnie wzrasta… Nie jest to zresztą prawidłowość obserwowana jedynie w Polsce. W innych krajach znajdujących się niegdyś za żelazną kurtyną tendencje te wyglądają podobnie.
Co więcej, banki nie zamierzają spuścić z tonu, gazety i Internet w ostatnim kwartale pełne były doniesień na temat ustawicznego „ostrzenia sobie zębów” przez bankierów. Choć moda na zapożyczanie jest w Polsce stosunkowo nowa, nie ulega wątpliwości, że trafiła na bardzo podatny grunt, wiele wskazuje więc na to, że wystarczy wprowadzić kolejną promocję, ażeby klienci ruszyli szturmować oddziały.
Pod koniec pierwszego kwartału 2008 pojawiły się jednak w mediach sygnały, według których banki niebezpiecznie zbliżyły się do granicy atrakcyjności kredytów. A to może oznaczać tylko jedno, jak wskazywał „Parkiet”, „Jakość kredytów ‘dla Kowalskiego’ już się nie poprawia”. Zdaniem analityków trudno jednak jednoznacznie ocenić, z czym tak naprawdę mamy do czynienia: czy jest to tylko chwilowy spadek formy, czy może zapowiedź odwrócenia trendów.

Który kredyt najlepszy?
Na jaką ofertę warto się zdecydować? Pod tym względem prasa prezentuje niejednoznaczne stanowisko. Co pewien czas widoczne są rankingi najlepszych produktów finansowych, w tym również kredytów hipotecznych. I tutaj zaczynają się schody.
Kryteria, na podstawie których powstaje dany ranking są bardzo różne. Dla jednych liczy się wartość wkładu własnego, dla innych odsetki, jeszcze inni wezmą pod uwagę maksymalny okres spłaty, wiek kredytobiorców, czy zdolność kredytową. Oczywiście są to tylko przykładowe czynniki brane pod uwagę. Gdybyśmy zatem chcieli zapożyczyć się do późnej starości dobrze byłoby udać się do Banku Millennium lub Dominet Banku (nawet do 50 lat). Za lidera kredytów w frankach szwajcarskich uważany jest Lukas Bank wieńczący wiele zestawień, najtańsze kredyty złotowe oferuje BOŚ. W euro dominuje zaś mBank i GE Money Bank. Ostateczne rozstrzygnięcie podobnych dylematów w przestrzeni prasowej czy internetowej wydaje się niemożliwe z kilku powodów. Praktycznie nigdy twórcy takich zestawień nie biorą pod uwagę całego zakresu ofert dostępnych na rynku (dobór banków jest bardzo arbitralny). Poza tym, nie brane są pod uwagę wszystkie zmienne, przez co bardzo często natrafić można na sytuację, że lider w jednej kategorii wcale nim nie jest w rankingu publikowanym przez inne źródło. Można jednak wysunąć nieśmiałe przypuszczenie, że liderami zestawień częściej niż inni pozostają Lukas, Nordea, mBank, GE Money Bank i Multibank.
I wreszcie ostatni, chyba najważniejszy powód skazujący samodzielne poszukiwania najlepszego kredytu na porażkę: zmienność oferty w czasie. Jeżeli uwzględnimy tę prostą prawidłowość, raptem okazuje się, że zestawienia budowane na łamach jednej gazety przy identycznych założeniach wyjściowych przynoszą zupełnie inne wyniki. Np. w styczniowym rankingu GW najlepszych kredytów hipotecznych o wartości 50 tyś. CHF na okres 20 lat na podium wskoczyli kolejno: Deutsche Bank, Lukas i Nordea. Dwa miesiące później… niemal zupełne przetasowanie szyków: Lukas, Millennium i Multibank. Zaledwie 14 dni później na drugie miejsce niespodziewanie wskakuje Dominet itd. A pamiętajmy, że to tylko jeden dziennik. Jeżeli zatem poważnie myśli się o zaciągnięciu większej gotówki, najlepiej chyba zdać się na niezależnego fachowca.Pytania, jakie zadają dziennikarze są klasyczne: co czeka nas w roku 2008? Czy banki szykują kolejne kredytowe niespodzianki? Czym jeszcze planują nas zaskoczyć? Jak będą wyglądać ich zyski? Pytania te, póki co pozostają bez odpowiedzi. To, że kredytowa wojna będzie trwać jest sprawą oczywistą. Tym niemniej znalezienie złotego środka pomiędzy przyciągającą ofertą a własnym zyskiem, stojąc u granic atrakcyjności portfela, może okazać się zadaniem coraz trudniejszym, być może nawet karkołomnym.
Na jaką ofertę warto się zdecydować? Pod tym względem prasa prezentuje niejednoznaczne stanowisko. Co pewien czas widoczne są rankingi najlepszych produktów finansowych, w tym również kredytów hipotecznych. I tutaj zaczynają się schody.
Kryteria, na podstawie których powstaje dany ranking są bardzo różne. Dla jednych liczy się wartość wkładu własnego, dla innych odsetki, jeszcze inni wezmą pod uwagę maksymalny okres spłaty, wiek kredytobiorców, czy zdolność kredytową. Oczywiście są to tylko przykładowe czynniki brane pod uwagę. Gdybyśmy zatem chcieli zapożyczyć się do późnej starości dobrze byłoby udać się do Banku Millennium lub Dominet Banku (nawet do 50 lat). Za lidera kredytów w frankach szwajcarskich uważany jest Lukas Bank wieńczący wiele zestawień, najtańsze kredyty złotowe oferuje BOŚ. W euro dominuje zaś mBank i GE Money Bank. Ostateczne rozstrzygnięcie podobnych dylematów w przestrzeni prasowej czy internetowej wydaje się niemożliwe z kilku powodów. Praktycznie nigdy twórcy takich zestawień nie biorą pod uwagę całego zakresu ofert dostępnych na rynku (dobór banków jest bardzo arbitralny). Poza tym, nie brane są pod uwagę wszystkie zmienne, przez co bardzo często natrafić można na sytuację, że lider w jednej kategorii wcale nim nie jest w rankingu publikowanym przez inne źródło. Można jednak wysunąć nieśmiałe przypuszczenie, że liderami zestawień częściej niż inni pozostają Lukas, Nordea, mBank, GE Money Bank i Multibank.
I wreszcie ostatni, chyba najważniejszy powód skazujący samodzielne poszukiwania najlepszego kredytu na porażkę: zmienność oferty w czasie. Jeżeli uwzględnimy tę prostą prawidłowość, raptem okazuje się, że zestawienia budowane na łamach jednej gazety przy identycznych założeniach wyjściowych przynoszą zupełnie inne wyniki. Np. w styczniowym rankingu GW najlepszych kredytów hipotecznych o wartości 50 tyś. CHF na okres 20 lat na podium wskoczyli kolejno: Deutsche Bank, Lukas i Nordea. Dwa miesiące później… niemal zupełne przetasowanie szyków: Lukas, Millennium i Multibank. Zaledwie 14 dni później na drugie miejsce niespodziewanie wskakuje Dominet itd. A pamiętajmy, że to tylko jeden dziennik. Jeżeli zatem poważnie myśli się o zaciągnięciu większej gotówki, najlepiej chyba zdać się na niezależnego fachowca.Pytania, jakie zadają dziennikarze są klasyczne: co czeka nas w roku 2008? Czy banki szykują kolejne kredytowe niespodzianki? Czym jeszcze planują nas zaskoczyć? Jak będą wyglądać ich zyski? Pytania te, póki co pozostają bez odpowiedzi. To, że kredytowa wojna będzie trwać jest sprawą oczywistą. Tym niemniej znalezienie złotego środka pomiędzy przyciągającą ofertą a własnym zyskiem, stojąc u granic atrakcyjności portfela, może okazać się zadaniem coraz trudniejszym, być może nawet karkołomnym.

czwartek, 24 kwietnia 2008
Same liczby nic nie mówią
Waga badań jakościowych
Wiele firm dojrzało już do tego, aby prowadzić działania z zakresu public relations i marketingu. Większość z nich korzysta również z monitoringu mediów czasami nazywanego press clippingiem, białym wywiadem lub prasówką. Usługa ta polega na zbieraniu informacji, jakie pojawiają się w mediach, a dotyczą interesujących zlecającego zagadnień. Są to zazwyczaj informacje o firmie, jej produktach, ale także coraz częściej o konkurencji i otoczeniu biznesowym. Tak przygotowane dane mogą być umieszczane na specjalnych dedykowanych platformach internetowych lub w postaci zaawansowanych raportów marketingowych, biuletynów oraz badań wywiadowczych. Bez prowadzonego stałego monitoringu mediów nie jest możliwe między innymi badanie efektywności podejmowanych działań z zakresu media relations. Bo w jaki inny sposób można uzyskać odpowiedzi na pytania, czy informacje, które przesyłamy do dziennikarzy, przekazujemy na konferencjach prasowych i w trakcie innych spotkań z mediami faktycznie w nich są publikowane i jaki ostatecznie mają kształt czy wydźwięk?
Załóżmy zatem, że przedsiębiorstwa, a raczej ich menadżerowie od marketingu i public relations, już korzystają z monitoringu mediów. Ale czy to jest wystarczające i czy faktycznie w pełni wykorzystują potencjał, jaki tkwi w zebranych informacjach z mediów? Śmiem twierdzić, że w bardzo wielu przypadkach nie. Oczywiście, gdy firma jest mała, praktycznie nie funkcjonuje w mediach i jej konkurencja podobnie, to opisywane tu problemy dotyczą ją tylko w niewielkim stopniu. Gdy jednak mamy do czynienia z podmiotem, o którym w skali miesiąca ukazuje się już kilkanaście materiałów, a rynek, na którym działa jest reprezentowany w mediach przez dziesiątki a nawet setki publikacji, sam czysty press clipping jest narzędziem niewystarczającym. Wtedy pojawia się potrzeba wejścia o kolejny krok wyżej na drabinie wtajemniczenia w świecie media intelligence, sięgnięcia po analizy, głębsze badanie zawartości i zabarwienia przekazów, a także bardziej złożone i szczegółowe badania otoczenia biznesowego z konkurencją włącznie. W tej sytuacji niezastąpione okazują się raporty jakościowe i analizy benchmarkingowe powstające na podstawie informacji medialnych.
Korzystając z doświadczenia firmy PRESS-SERVICE Monitoring Mediów, która realizując unikatową filozofię MEDIA INTELLIGENCE, czyli zintegrowanego inteligentnego wywiadu mediowego, specjalizuje się właśnie w kompleksowym monitoringu mediów oraz raportowaniu jakościowym, przedstawię przykłady, które mam nadzieję wskażą na różnice pomiędzy press clippingiem a media intelligence, a także uzmysłowią czytelnikowi potrzebę takiego głębszego badania.
Dlaczego informacja o liczbie publikacji to za mało?
Co nam mówią słupki z danymi, z których wynika, że o danym podmiocie z miesiąca na miesiąc jest coraz więcej publikacji? Właśnie jedynie tyle, że ukazuje się w mediach więcej informacji, w których padają interesujące nas słowa lub tematy. Takie jednak porównywanie i odczytywanie danych może wprowadzać nas w błąd. Po pierwsze dlatego, że nie wiemy o tym ile z tych informacji było dla nas pozytywnych, a ile krytycznych i negatywnych. Może się okazać, że większa liczba informacji jest wynikiem krytyki naszych produktów lub zainteresowaniem przez media naszymi wewnętrznymi problemami organizacyjnymi. W tym wypadku większa liczba przekazów oznacza dla firmy rozpowszechnianie się krytycznych informacji i pogłębianie kryzysu medialnego.
Wiele firm dojrzało już do tego, aby prowadzić działania z zakresu public relations i marketingu. Większość z nich korzysta również z monitoringu mediów czasami nazywanego press clippingiem, białym wywiadem lub prasówką. Usługa ta polega na zbieraniu informacji, jakie pojawiają się w mediach, a dotyczą interesujących zlecającego zagadnień. Są to zazwyczaj informacje o firmie, jej produktach, ale także coraz częściej o konkurencji i otoczeniu biznesowym. Tak przygotowane dane mogą być umieszczane na specjalnych dedykowanych platformach internetowych lub w postaci zaawansowanych raportów marketingowych, biuletynów oraz badań wywiadowczych. Bez prowadzonego stałego monitoringu mediów nie jest możliwe między innymi badanie efektywności podejmowanych działań z zakresu media relations. Bo w jaki inny sposób można uzyskać odpowiedzi na pytania, czy informacje, które przesyłamy do dziennikarzy, przekazujemy na konferencjach prasowych i w trakcie innych spotkań z mediami faktycznie w nich są publikowane i jaki ostatecznie mają kształt czy wydźwięk?
Załóżmy zatem, że przedsiębiorstwa, a raczej ich menadżerowie od marketingu i public relations, już korzystają z monitoringu mediów. Ale czy to jest wystarczające i czy faktycznie w pełni wykorzystują potencjał, jaki tkwi w zebranych informacjach z mediów? Śmiem twierdzić, że w bardzo wielu przypadkach nie. Oczywiście, gdy firma jest mała, praktycznie nie funkcjonuje w mediach i jej konkurencja podobnie, to opisywane tu problemy dotyczą ją tylko w niewielkim stopniu. Gdy jednak mamy do czynienia z podmiotem, o którym w skali miesiąca ukazuje się już kilkanaście materiałów, a rynek, na którym działa jest reprezentowany w mediach przez dziesiątki a nawet setki publikacji, sam czysty press clipping jest narzędziem niewystarczającym. Wtedy pojawia się potrzeba wejścia o kolejny krok wyżej na drabinie wtajemniczenia w świecie media intelligence, sięgnięcia po analizy, głębsze badanie zawartości i zabarwienia przekazów, a także bardziej złożone i szczegółowe badania otoczenia biznesowego z konkurencją włącznie. W tej sytuacji niezastąpione okazują się raporty jakościowe i analizy benchmarkingowe powstające na podstawie informacji medialnych.
Korzystając z doświadczenia firmy PRESS-SERVICE Monitoring Mediów, która realizując unikatową filozofię MEDIA INTELLIGENCE, czyli zintegrowanego inteligentnego wywiadu mediowego, specjalizuje się właśnie w kompleksowym monitoringu mediów oraz raportowaniu jakościowym, przedstawię przykłady, które mam nadzieję wskażą na różnice pomiędzy press clippingiem a media intelligence, a także uzmysłowią czytelnikowi potrzebę takiego głębszego badania.
Dlaczego informacja o liczbie publikacji to za mało?
Co nam mówią słupki z danymi, z których wynika, że o danym podmiocie z miesiąca na miesiąc jest coraz więcej publikacji? Właśnie jedynie tyle, że ukazuje się w mediach więcej informacji, w których padają interesujące nas słowa lub tematy. Takie jednak porównywanie i odczytywanie danych może wprowadzać nas w błąd. Po pierwsze dlatego, że nie wiemy o tym ile z tych informacji było dla nas pozytywnych, a ile krytycznych i negatywnych. Może się okazać, że większa liczba informacji jest wynikiem krytyki naszych produktów lub zainteresowaniem przez media naszymi wewnętrznymi problemami organizacyjnymi. W tym wypadku większa liczba przekazów oznacza dla firmy rozpowszechnianie się krytycznych informacji i pogłębianie kryzysu medialnego.

Kolejny wniosek, jakiego nie dostarczy nam samo studiowanie liczby publikacji, to odpowiedź na pytanie, co o nas tak naprawdę jest napisane w prasie i internecie oraz co powiedziano w radiu i telewizji. Pogłębiona analiza nie tylko szczegółowo podsumuje treści materiałów z badanego okresu, ale także odpowie ile z tych przekazów było materiałami, w których występowaliśmy, jako podmiot publikacji, a ile to tylko drobne, nie wnoszące nic w budowę naszego wizerunku wzmianki. Bardziej szczegółowa analiza odpowie również na pytanie, które publikacje bazowały na naszych komunikatach i treściach, jakie „wypuściliśmy” na rynek. Analiza potencjału kontaktów odbiorców mediów dostarczy natomiast informacji, jaki był zasięg tych przekazów, a także stopień dotarcie do grupy docelowej i potencjalnego klienta.
Benchamarking to podstawa
Następną rzeczą, na którą chciałbym zwrócić uwagę, a którą należy podejmować w badaniach, to analiza porównawcza zwana często benchamarkingową. To najbardziej złożone, ale także najlepsze i dające najpełniejszą wiedzę, opracowanie. Dlaczego zatem warto w nie inwestować, jaką wiedzę może nam przekazać?
Przede wszystkim odpowie na pytanie jak nasza marka, firma, produkty pozycjonują się na tle konkurencji, jakie jest ich miejsce na medialnej mapie.
Wiemy już, że sama liczba materiałów nic nie mówi. Pamiętać trzeba także, że nawet pogłębione analizy informacji na nasz temat nie dadzą nam pełnej wiedzy, jeżeli ich nie odniesiemy do wyników aktywności naszych konkurentów. Cóż bowiem po danej, która powie, że np.: w okresie przedświątecznym liczba informacji o naszej serii ekskluzywnej bielizny wzrosła o 15%, jeżeli o produktach konkurentów i o tym segmencie rynku w takim gorącym okresie pisało się o ok. 40% więcej . W takiej sytuacji okazuje się, że nasz wzrost nawet nie zmieścił się w trendzie koniunkturalnym. Zatem była to raczej porażka komunikacyjna niż sukces medialny. Bez porównania z konkurencją nie zdobędziemy takiej wiedzy i działamy tak naprawdę na oślep, przegrywając walkę konkurencyjną. Kolejną ważną rzeczą, jaką możemy uzyskać poprzez raporty, to parametryzowanie wyników medialnych. Wśród stosowanych w PRESS-SERVICE mierników największą popularnością cieszą się AVE, CVE oraz MN Performance. Te dość enigmatycznie brzmiące skróty i nazwy to swego rodzaju wskaźniki ekwiwalentujące, które materiały redakcyjne wyrażają w wartości pieniężnej, zasięgu czytelniczym czy oglądalności.
Benchamarking to podstawa
Następną rzeczą, na którą chciałbym zwrócić uwagę, a którą należy podejmować w badaniach, to analiza porównawcza zwana często benchamarkingową. To najbardziej złożone, ale także najlepsze i dające najpełniejszą wiedzę, opracowanie. Dlaczego zatem warto w nie inwestować, jaką wiedzę może nam przekazać?
Przede wszystkim odpowie na pytanie jak nasza marka, firma, produkty pozycjonują się na tle konkurencji, jakie jest ich miejsce na medialnej mapie.
Wiemy już, że sama liczba materiałów nic nie mówi. Pamiętać trzeba także, że nawet pogłębione analizy informacji na nasz temat nie dadzą nam pełnej wiedzy, jeżeli ich nie odniesiemy do wyników aktywności naszych konkurentów. Cóż bowiem po danej, która powie, że np.: w okresie przedświątecznym liczba informacji o naszej serii ekskluzywnej bielizny wzrosła o 15%, jeżeli o produktach konkurentów i o tym segmencie rynku w takim gorącym okresie pisało się o ok. 40% więcej . W takiej sytuacji okazuje się, że nasz wzrost nawet nie zmieścił się w trendzie koniunkturalnym. Zatem była to raczej porażka komunikacyjna niż sukces medialny. Bez porównania z konkurencją nie zdobędziemy takiej wiedzy i działamy tak naprawdę na oślep, przegrywając walkę konkurencyjną. Kolejną ważną rzeczą, jaką możemy uzyskać poprzez raporty, to parametryzowanie wyników medialnych. Wśród stosowanych w PRESS-SERVICE mierników największą popularnością cieszą się AVE, CVE oraz MN Performance. Te dość enigmatycznie brzmiące skróty i nazwy to swego rodzaju wskaźniki ekwiwalentujące, które materiały redakcyjne wyrażają w wartości pieniężnej, zasięgu czytelniczym czy oglądalności.
W wielu przypadkach powstaje potrzeba, żeby wycenić wartość publikacji czy emisji RTV tak by można je porównać do działań sponsorskich lub wydatków reklamowych. Niejednokrotnie jest to także związane z oceną rezultatów działań PR i porównania ich skuteczności oraz efektywności kosztowej z działaniami reklamowymi. Oczywiście takie ekwiwalentowanie jest procesem bardziej skomplikowanym niż proste przeliczenie powierzchni materiałów prasowych, czy długości emisji programów RTV, na ceny reklam w zbliżonych blokach reklamowych. W procesie wyceny uwzględnia się m.in. takie cechy informacji redakcyjnej jak chociażby jej większą wiarygodność niż reklamy, kontekst wizerunkowy, występowanie kluczowych słów w tytule, wstępie, wizualizacja produktów, logotypów na zdjęciach czy w czasie transmisji. Dzięki temu, że takie wskaźniki uwzględniają zasięg informacji i jakość przekazu są również wspaniałą metodą do porównywania siły medialnej konkurencyjnych podmiotów. Dzięki wielowymiarowym wykresom można budować bardzo czytelne mapy benchmarkingowe ukazujące wartość przekazu, jego zasięg oraz sposób za pomocą, którego został zrealizowany. W coraz większej liczbie przypadków dane określające wizerunek i zasięg informacji zestawia się z danymi sprzedażowymi poszukując wskaźników korelacji pomiędzy długookresowymi działaniami komunikacyjnymi a efektami sprzedażowymi.

Podsumowanie
Kwestię skuteczność działań komunikacyjnych – public relations, sponsoringowych, product placement’owych czy reklamowych - można podnosić jedynie wtedy, gdy dysonuje się danymi na temat ich efektywności. Takie informacje można pozyskiwać m.in. poprzez zlecanie monitoringu mediów oraz tworzenia raportów opierających się na jego rezultatach. Te nowoczesne, a zarazem przystępne cenowo badania, charakteryzują się wieloma zaletami. Ich największą wartością jest możliwość estymowania efektu medialnego. Pozwala to na porównywanie i sumowanie nakładów oraz wyników działań zarówno z obszaru PR jak i reklamowych. Dzięki takim opracowaniom możliwe jest wartościowanie efektów media relations, które generalnie uchodzą za trudno mierzalne. To z kolei umożliwia i ułatwia globalne, kompleksowe podejście do planowania działań medialnych oraz komunikacyjnych, skuteczniejsze zarządzanie, budżetowanie, a także wybór efektywniejszych i bardziej trafnych kanałów komunikacyjnych w kreowania pożądanego wizerunku.
Materiał ukazał się w czasopiśmie branżowym: PRODUCENT ODZIEŻY - 1.03.2008
poniedziałek, 31 marca 2008
Rzeszowskie IMAGO
Dlaczego tak wiele osób i to już nieprzerwanie od kilku lat jedzie w kwietniu do Rzeszowa?
Sam się nad tym zastanawiam i próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, co nas ciągnie, jak mówią moi znajomi, na koniec świata?
Czy jest to pragnienie wiedzy, tej unikalnej, podanej w przystępny, a jednocześnie profesjonalny i fachowy sposób? Potrzeba doskonalenia własnego warsztatu? Pogłębienie relacji z przedstawicielami branży? A może możliwość dyskusji z ludźmi, dla których profesja piarowca jest czymś więcej niż tylko pracą?
Myślę, że dopiero kombinacja tych wszystkich kwestii daje odpowiedź na postawione pytanie.
Bo rzeszowski kongres to nie tylko wymiana wiedzy. To także możliwość spotkania pasjonatów public relations, a przede wszystkim ciekawych i otwartych ludzi, którzy z dala od swoich firm i zawodowych spraw chcą dzielić się doświadczeniami, inspiracjami a także zainteresowaniami. Dzięki temu większość poruszanych zagadnień w czasie kongresu rozgrzewa nie tylko prowadzących, ale i słuchaczy. Jeżeli do tego dodam, że każdy dzień zwieńczony jest niezwykłymi imprezami integracyjnymi to okazuje się, że Kongres Public Relations w Rzeszowie, to najbardziej elektryzujące wydarzenie branży PR.
W przyrodzie wiele gatunków, aby mogły wzrastać, raz na jakiś czas zrzuca ograniczającą ich powłokę, niektóre ulegają przeobrażeniu w IMAGO. Rzeszowskie spotkania to dla wielu z nas także taki czas transformacji. Naładowani nowymi wartościami mamy okazję do zrzucenia już przyciasnej skorupy, dzięki czemu nic nas nie ogranicza przed dalszym wzrostem świadomości i wiedzy.
Do zobaczenia w Rzeszowie!
Sam się nad tym zastanawiam i próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, co nas ciągnie, jak mówią moi znajomi, na koniec świata?
Czy jest to pragnienie wiedzy, tej unikalnej, podanej w przystępny, a jednocześnie profesjonalny i fachowy sposób? Potrzeba doskonalenia własnego warsztatu? Pogłębienie relacji z przedstawicielami branży? A może możliwość dyskusji z ludźmi, dla których profesja piarowca jest czymś więcej niż tylko pracą?
Myślę, że dopiero kombinacja tych wszystkich kwestii daje odpowiedź na postawione pytanie.
Bo rzeszowski kongres to nie tylko wymiana wiedzy. To także możliwość spotkania pasjonatów public relations, a przede wszystkim ciekawych i otwartych ludzi, którzy z dala od swoich firm i zawodowych spraw chcą dzielić się doświadczeniami, inspiracjami a także zainteresowaniami. Dzięki temu większość poruszanych zagadnień w czasie kongresu rozgrzewa nie tylko prowadzących, ale i słuchaczy. Jeżeli do tego dodam, że każdy dzień zwieńczony jest niezwykłymi imprezami integracyjnymi to okazuje się, że Kongres Public Relations w Rzeszowie, to najbardziej elektryzujące wydarzenie branży PR.
W przyrodzie wiele gatunków, aby mogły wzrastać, raz na jakiś czas zrzuca ograniczającą ich powłokę, niektóre ulegają przeobrażeniu w IMAGO. Rzeszowskie spotkania to dla wielu z nas także taki czas transformacji. Naładowani nowymi wartościami mamy okazję do zrzucenia już przyciasnej skorupy, dzięki czemu nic nas nie ogranicza przed dalszym wzrostem świadomości i wiedzy.
Do zobaczenia w Rzeszowie!
wtorek, 8 stycznia 2008
Internet ma już 5 procent udziału w rynku reklamy
Z najnowszego raportu Starlinka wynika jasno - Internet staje się coraz ważniejszym medium. Jego udział w rynku reklamy obecnie wynosi prawie 5 proc.
W porównaniu wyników za trzy kwartały 2006, kiedy szacowano wartość rynku reklamy na 3,91 miliarda zł, wartość netto w analogicznym okresie w 2007 roku wzrosła do 4 miliardów 478 mln zł. Jeśli nie uwzględnić nowomonitorowanych przez firmę Expert Monitor od 2007 r. stacji telewizyjnych oraz radiowych, wzrost po trzech kwartałach wyniósł 12,7 proc. Jednak po ich uwzględnieniu, wzrost kształtuje się już na poziomie 14,7 proc.
W porównaniu z identycznym okresem w ubiegłym roku, najwyższą dynamiką cechowały się reklama internetowa (+40,3 proc.), reklama kinowa (+20,3 proc.) reklama zewnętrzna (+16,4 proc.) oraz telewizja (+16,2 proc.). Poniżej średniej rynkowej rosły nakłady na reklamę w dziennikach (+2,7 proc.), w magazynach (4,2 proc.) oraz radiu (6,0 proc.). A zatem udział internetu w rynku reklamowym w analizowanym okresie wzrósł z 3,9 proc. do 4,7 proc. we wszystkich sektorach tego medium. W sumie więc marketerzy na reklamę w sieci wydali 211,1 mln zł, czyli przeszło o 60,7 mln zł. więcej niż w 2006 r.
Ponadto, według raportu wśród liderów wzrostu wolumenu wydatków znalazły się następujące kategorie: telekomunikacja (+16,9 mln zł), motoryzacja i transport (+11,8 mln zł), żywność (+10,6 mln zł) oraz finanse i usługi marketingowe (+7,4 mln zł.). Jeśli natomiast chodzi o dynamikę wzrostu, najwyższą zanotowały ponownie telekomunikacja (+33 proc.), finanse i usługi marketingowe (+28 proc.) oraz środki inwestycyjne (+21 proc.). W obszarze inwestycji najwyższy wzrost miał miejsce w sektorach telekomunikacji (+122,7 mln zł), finansów i usług marketingowych (+89,7 mln zł) oraz higieny i pielęgnacji ciała (+40,2 mln zł).
Wszystkie dane przedstawione w raporcie Starlinka są szacowanymi kwotami wpływów reklamowych mediów. Dane monitoringowe dostarczone zostały przez Expert Monitor oraz Media Watch. Natomiast dane o inwestycjach pochodzą z badań przeprowadzonych przez Next i Starcom Mediavest.
W porównaniu wyników za trzy kwartały 2006, kiedy szacowano wartość rynku reklamy na 3,91 miliarda zł, wartość netto w analogicznym okresie w 2007 roku wzrosła do 4 miliardów 478 mln zł. Jeśli nie uwzględnić nowomonitorowanych przez firmę Expert Monitor od 2007 r. stacji telewizyjnych oraz radiowych, wzrost po trzech kwartałach wyniósł 12,7 proc. Jednak po ich uwzględnieniu, wzrost kształtuje się już na poziomie 14,7 proc.
W porównaniu z identycznym okresem w ubiegłym roku, najwyższą dynamiką cechowały się reklama internetowa (+40,3 proc.), reklama kinowa (+20,3 proc.) reklama zewnętrzna (+16,4 proc.) oraz telewizja (+16,2 proc.). Poniżej średniej rynkowej rosły nakłady na reklamę w dziennikach (+2,7 proc.), w magazynach (4,2 proc.) oraz radiu (6,0 proc.). A zatem udział internetu w rynku reklamowym w analizowanym okresie wzrósł z 3,9 proc. do 4,7 proc. we wszystkich sektorach tego medium. W sumie więc marketerzy na reklamę w sieci wydali 211,1 mln zł, czyli przeszło o 60,7 mln zł. więcej niż w 2006 r.
Ponadto, według raportu wśród liderów wzrostu wolumenu wydatków znalazły się następujące kategorie: telekomunikacja (+16,9 mln zł), motoryzacja i transport (+11,8 mln zł), żywność (+10,6 mln zł) oraz finanse i usługi marketingowe (+7,4 mln zł.). Jeśli natomiast chodzi o dynamikę wzrostu, najwyższą zanotowały ponownie telekomunikacja (+33 proc.), finanse i usługi marketingowe (+28 proc.) oraz środki inwestycyjne (+21 proc.). W obszarze inwestycji najwyższy wzrost miał miejsce w sektorach telekomunikacji (+122,7 mln zł), finansów i usług marketingowych (+89,7 mln zł) oraz higieny i pielęgnacji ciała (+40,2 mln zł).
Wszystkie dane przedstawione w raporcie Starlinka są szacowanymi kwotami wpływów reklamowych mediów. Dane monitoringowe dostarczone zostały przez Expert Monitor oraz Media Watch. Natomiast dane o inwestycjach pochodzą z badań przeprowadzonych przez Next i Starcom Mediavest.
poniedziałek, 7 stycznia 2008
Anderson Analytics - wyniki badań: przyszłość marketingu w sieci i gier komputerowych
Marketing w sieci jest nadal na topie, a Baby Boomers są najbardziej wpływową grupą demograficzną -wynika z raportu Anderson Analytics.
Firma Anderson Analytics przeprowadziła badania wśród marketingowców na temat głównych trendów w marketingu w 2008 r. Podstawy marketingu, takie jak: zadowolenie klienta, segmentacja, optymalizacja działań oraz lojalność wobec marki są nadal na pierwszym miejscu (60 proc.). Kolejnym trendem na następny rok okazuje się być marketing internetowy w wyszukiwarkach (42 proc.) oraz modny w ostatnim czasie "zielony marketing" (32 proc.). Jeżeli chodzi o najważniejsze grupy demograficzne, to nadal przewodzą (86 proc.) "Baby Boomers" - generacja powojennego wyżu demograficznego, najliczniejsza, najzasobniejsza i najbardziej wpływowa oraz kobiety (85 proc.). Regionem o największych możliwościach uznane zostały Chiny (53 proc.), daleko w tyle zostawiając Indie (20 proc.), Wschodnią (10 proc.) i Zachodnią (5 proc.) Europę, czy Rosję (2 proc.).
Z innych badań firmy Anderson Analytics wynika, że kolejnym po grach typu "casual" dynamicznie rozwijającym się segmentem rynku będą gry koedukacyjne. Sukces konsoli Nintendo Wii zainspirował producentów elektronicznej rozrywki do eksplorowania nowych obszarów interaktywnej zabawy.
Badania Anderson Consulting prowadzone wśród studentów mówią, że aż 75 procent z nich regularnie korzysta z gier video. 25 proc z badanych gra ze znajomymi przeciwnej płci. Jednocześnie wszyscy badani oczekują nowych produktów, które będą integrowały kobiety i mężczyzn podczas cyber zabawy. Większość przebadanych stwierdziła, że chętnie zagrałaby w gry stworzone specjalnie dla rozgrywek koedukacyjnych.
Raport Anderson Analytics wyszczególnił również pola, dla których tworzenie takich gier byłoby najbardziej sensowne. Zarówno kobiety jak i mężczyźni chętnie grają w gry akcji i strategiczne, w przypadku kobiet jest to odpowiednio 48,8 proc., oraz 39,7 proc., wśród mężczyzn 66,9 proc. oraz 47,2 proc. Tu jednak podobieństwa sie kończą, oprócz wymienionych już kategorii mężczyźni preferują gry sportowe (48 proc.) oraz tak zwane strzelanki (52 proc.), kobiety natomiast wybierają puzzle (55,3 proc.), gry rodzinne (45,9 proc.) i muzyczne (32,5 proc.). Przeciętny gracz spędza przed komputerem grając 6 godzin tygodniowo, pomimo rosnącego trendu gry nie pokonały jeszcze telewizji, przed która statystyczny student spędza 9 godzin w tygodniu.
Źródła: http://www.andersonanalytics.com/; http://www.mediarun.pl/; http://www.ipo.pl/
Firma Anderson Analytics przeprowadziła badania wśród marketingowców na temat głównych trendów w marketingu w 2008 r. Podstawy marketingu, takie jak: zadowolenie klienta, segmentacja, optymalizacja działań oraz lojalność wobec marki są nadal na pierwszym miejscu (60 proc.). Kolejnym trendem na następny rok okazuje się być marketing internetowy w wyszukiwarkach (42 proc.) oraz modny w ostatnim czasie "zielony marketing" (32 proc.). Jeżeli chodzi o najważniejsze grupy demograficzne, to nadal przewodzą (86 proc.) "Baby Boomers" - generacja powojennego wyżu demograficznego, najliczniejsza, najzasobniejsza i najbardziej wpływowa oraz kobiety (85 proc.). Regionem o największych możliwościach uznane zostały Chiny (53 proc.), daleko w tyle zostawiając Indie (20 proc.), Wschodnią (10 proc.) i Zachodnią (5 proc.) Europę, czy Rosję (2 proc.).
Z innych badań firmy Anderson Analytics wynika, że kolejnym po grach typu "casual" dynamicznie rozwijającym się segmentem rynku będą gry koedukacyjne. Sukces konsoli Nintendo Wii zainspirował producentów elektronicznej rozrywki do eksplorowania nowych obszarów interaktywnej zabawy.
Badania Anderson Consulting prowadzone wśród studentów mówią, że aż 75 procent z nich regularnie korzysta z gier video. 25 proc z badanych gra ze znajomymi przeciwnej płci. Jednocześnie wszyscy badani oczekują nowych produktów, które będą integrowały kobiety i mężczyzn podczas cyber zabawy. Większość przebadanych stwierdziła, że chętnie zagrałaby w gry stworzone specjalnie dla rozgrywek koedukacyjnych.
Raport Anderson Analytics wyszczególnił również pola, dla których tworzenie takich gier byłoby najbardziej sensowne. Zarówno kobiety jak i mężczyźni chętnie grają w gry akcji i strategiczne, w przypadku kobiet jest to odpowiednio 48,8 proc., oraz 39,7 proc., wśród mężczyzn 66,9 proc. oraz 47,2 proc. Tu jednak podobieństwa sie kończą, oprócz wymienionych już kategorii mężczyźni preferują gry sportowe (48 proc.) oraz tak zwane strzelanki (52 proc.), kobiety natomiast wybierają puzzle (55,3 proc.), gry rodzinne (45,9 proc.) i muzyczne (32,5 proc.). Przeciętny gracz spędza przed komputerem grając 6 godzin tygodniowo, pomimo rosnącego trendu gry nie pokonały jeszcze telewizji, przed która statystyczny student spędza 9 godzin w tygodniu.
Źródła: http://www.andersonanalytics.com/; http://www.mediarun.pl/; http://www.ipo.pl/
piątek, 14 grudnia 2007
Wywiad dla ePR.pl
Zapis rozmawy jaką przeprowadził ze mną dziennikarz ePR Grzegorz Fijorek na temat nowoczesnego monitoringu mediów, trendu WEB 2.0, CafeNews, zmian w świecie mediów i oczywiście PRESS-SERVICE Monitoring Mediów.
Grzegorz Fijorek ePR: 1. Czym zajmuje się PRESS-SERVICE Monitoring Mediów?
Sebastian Bykowski: PRESS-SERVICE Monitoring Mediów to firma zajmująca się szeroko rozumianym analizowaniem informacji medialnych. Nazwałem tę działalność Media Intelligence. Na tyle jest to pojemne znaczenia, że w dużym stopniu odpowiada na pytania o zakres naszych działań. Oczywiście nadal zajmujemy się obszarem związanym z wyszukiwaniem informacji z prasy, Internetu, radia i telewizji dla celów kontroli i analizy wizerunku medialnego firm, osób i marek. Ale nasze usługi monitoring mediów wzbogacamy również działaniami z zakresu wsparcia technologicznego i analitycznego. W pierwszym obszarze budujemy dla i razem z naszymi klientami systemy do zarządzania pozyskanymi informacjami, budowaniem platform dostępowych. Wychodzimy z założenia, że wtedy zdobyte materiały mają większą wartość, jeżeli można mieć do nich swobodny i szybki dostęp, ale również wtedy, gdy ten dostęp można odpowiednio profilować w zależności od potrzeb użytkownika. Aspekt analityczny, to z kolei tworzenie raportów jakościowych i wizerunkowych wspomagających działania wizerunkowe naszych klientów. AUDYTY MEDIALNE, których opracowywania się podejmujemy zawierają obiektywną ocenę pozycji medialnej naszych klientów i ich konkurentów. To również wywiadowcze raporty branżowe przedstawiające analizę otoczenia gospodarczego, politycznego rozszerzone o opracowania benchmarkingowe. Wychodzę z założenia, że w mediach są wszystkie informacje, należy je tylko znaleźć i odpowiednio przetworzyć i przeanalizować.
Poza tym prowadzimy też działania o charakterze doradczym i szkoleniowym. Wiele firm potrzebuje wsparcia w zakresie organizacji pracy, kontaktów z mediami, dostępu do informacji. Ta wiedza potrzebna jest nie tylko dla piarowców, ale również osób zajmujących się marketingiem i zarządzaniem z kluczowymi menadżerami włącznie. Bo informacje w dzisiejszych czasach to podstawowy zasób zwiększający przewagę konkurencyjną. Ważne jest, aby wiedzieć skąd je pozyskiwać i jak nimi zarządzać.
2. Z czym najczęściej kojarzy się Klientom monitoring mediów?
Niestety ciągle te skojarzenia dotyczą prostego press clippingu, czyli dostarczania wycinków czy fragmentów programów RTV. Staram się walczyć z tym wyobrażeniem – wydaje mi się, ze nawet skutecznie, ale jeszcze przede mną i moją firmą długa wojna z tymi stereotypami, pomimo niekiedy spektakularnych wygranych bitew.
Taka walka z wąskim skojarzeniem monitoring mediów to wręcz pozytywistyczna praca u podstaw. Większość piarowców na różnego kongresach, mówiąc o swoich działaniach przytacza monitoring mediów tylko w tym wąskim kontekście, jako narzędzia do prostego potwierdzenia, że coś było lub nie w mediach. Specjaliści od PR w ten sposób przenoszą dalej ten stereotyp. Dlatego tworzenie prawdziwego wizerunku monitoring mediów wymaga czasu i współpracy właśnie z tymi osobami, aby dostrzegły w tych usługach pełnię ich możliwości.
3. Co z oferty firmy cieszy się największym zainteresowaniem, a co jest niedoceniane?
Łączy się to właśnie z wyobrażeniami o świadczonych przez nas usługach. Największym zainteresowaniem nadal cieszy się monitoring prasy, choć, co trzeba zauważyć coraz częściej jest on wybierany razem z monitoringiem Internetu. Decydenci zaczynają coraz bardziej doceniać media elektroniczne, ich wagę opiniotwórczą, co przekłada się na zainteresowanie monitoringiem tego bardzo złożonego medium.Inna sprawa, to jest w ogóle przywiązanie klientów do wycinków, klipów. Nie dość, że jest to kontrowersyjny problem z poziomu prawnego, to jeszcze tak naprawdę w bardzo wielu przypadkach ten fizyczny wycinek nie jest istotny – ważna jest treść, a najczęściej tylko jej fragment, przekaz. Zatem szanując swój czas, którego przecież wszystkim brakuje, i który należy do jednych z tych zasobów, który możemy tylko stracić, powinno się większą wagę przywiązywać do analizy zawartości, i czytać ewentualnie tylko to, co jest naprawdę istotne.
A co jest niedoceniane? Nadal jeszcze raportowanie i to te bardziej zaawansowane. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak cenne informacje można znaleźć w mediach. Odpowiednio przeanalizowane dane i wnioski z informacji medialnych mogą być bardziej wartościowe, niż same wycinki. Raporty jakościowe są bardzo cennym narzędziem mogącym pomóc firmie w jej działalności. Niektóre z nich to szerokie opracowania oceniające skuteczność przekazów medialnych, wizerunek badanego podmiotu, zasięg informacji, które zostały opublikowane, podsumowanie tego, co wydarzyło się w analizowanym okresie. To także porównanie analizowanej firmy do innych, konkurencyjnych instytucji. Inne badania to raporty marketingowe i wywiadowcze przedstawiające analizę konkretnych sytuacji, rynków czy branż. To rzetelne opracowania niosące ze sobą szczegółowe dane o charakterze infobrokerskim.
Niedoceniony jest także monitoring globalny. Jest wiele firm, które mają swoje zagraniczne oddziały lub myślą o ekspansji zewnętrznej. Dla takich podmiotów rynki zagraniczne są strategicznym obszarem. Konieczne jest zatem badanie własnej lub konkurentów pozycji medialnej w tamtych krajach. Aby korzystanie z tych danych było łatwe i ergonomiczne informacje z monitoringu mediów zagranicznych są tłumaczone, można je łatwo wyszukiwać, zarządzać, analizować. Co bardzo ważne, publikacje pozyskane z mediów zagranicznych są eksponowane na platformie razem z krajowymi, dzięki temu można kompleksowo zarządzać wszystkim zebranymi informacjami.
4. Jak rozwój technologii informatycznych wpływa na firmę i branżę?
Technologia ma ogromny wpływ na rozwój branży i całego środowiska, w którym działa moja firma. Rewolucja informatyczna zmienia media, często bardzo dramatyczne, a to z kolei ma przełożenie na ich dostępność, opiniotwórczość. To sprawia, że na naszych oczach powstają nowe, istotne media. My musimy je monitorować, bo są wartościowe dla naszych klientów. Zmiany w mediach powodują, że musimy również dostosowywać własną technologię do tego by je śledzić, a także by wynik tej analizy jak najlepiej przedstawić odbiorcy. Oczywiście technologia ma także znaczący wpływ na samo funkcjonowanie firmy. Sprawia, że możemy być szybsi i bardziej elastyczni, że podejmujemy się działań, które do niedawna były niemożliwe. Dzięki rewolucji teleinformatycznej zniszczone zostały bariery w zakresie szybkości dotarcia do informacji. Komórka i laptop zapewniają naszym klientom nieograniczony miejscem pobytu stały dostęp do potrzebnych informacji, tak przecież ważny w sytuacjach kryzysowych. Za sprawą nowoczesnej komunikacji, my również możemy bardzo szybko docierać do informacji nawet z najdalszych zakątków naszego globu. Informatykę zaprzęgliśmy również w poprawę komunikacji z klientami. Dzięki nowoczesnej platformie może bez trudy szybko zamówić potrzebne nagle informacje, skontaktować się ze swoim doradcą, czy samodzielnie edytować zebrane informacje. To co się teraz dzieje w tym zakresie do nie dawna było czystą fantastyką. A w niedalekiej przyszłości nasi klienci otrzymają dostęp do jeszcze ciekawszych opcji…
5. Czy e - prasa i trend Web2.0 wpłynęły, lub wpłyną na realizację montoringu?
Oczywiście, że tak. WEB 2.0 na pewno wpłynął na to, że klienci mogą w bardziej aktywny sposób korzystać z platform WWW. W mojej opinii, takie owoce WEB 2.0 jak chociażby RSSy znacząco zwiększyły komfort w korzystaniu z monitoringu mediów.
Budujemy od wielu lat portale zwane przez nas INFORIĄ (to „kraina informacji” jaką udostępniamy naszym klientom). Jeszcze kilka lat temu te portale były znamionami rewolucji internetowej w biznesie i zmieniły sposób korzystania z publikacji - klient z dowolnego miejsca mógł mieć dostęp do informacji. A teraz, dzięki RSS, nawet użytkownik nie musi pamiętać o konieczność sprawdzenia zawartości takiego portalu, bo informacje same do niego przychodzą… Jesteśmy współtwórcą CafeNews – pierwszego agregatora aktualności. Nasze doświadczenie zdobyte w branży mediów plus technologia i trendy WEB 2.0 pozwoliły na realizację tak ciekawego projektu, który całkowicie za darmo dla użytkownika, daje ogromne możliwości. Pozwala być mu na bieżąco z ważnymi informacjami, a do tego w pewnym sensie porządkuje dla niego Internet. Jeżeli spojrzymy, w jakim kierunku Internet ewoluuje to dla niektórych staje się on wręcz przerażającym miejscem. Trudno jest mu się znaleźć gdzieś dalej poza Onetem, Wirtualna Polską, Interią i portalami, z którymi ma na co dzień kontakt. Dalej wszystko jest mu dość obce. CafeNews natomiast oferuje użytkownikowi dostęp do serwisów, które poruszają tematykę, która go interesuje. Dzięki temu nie tylko ma w jednym miejscy źródła poruszające ważne dla niego tematy, ale również dociera do takich, do których być może nigdy by nie trafił. CafeNews to jeszcze wiele innych ciekawych rozwiązać. Dla branży PR z pewność bardzo ciekawy będzie właśnie wprowadzany na rynek produkt CafeNewsWire, którego nazywam Media Realise 2.0.Kwestię e-prasy ujmę w ten sposób. Teraz nie trzeba jechać do Olsztyna, żeby przeczytać gazetę z tego miasta. Wystarczy mieć wydanie elektroniczne takiego tytułu. Oczywiście nie każdy, kto chce dowiedzieć się, co się dzieje w tym regionie kupi e-gazetę. Wielu wystarczą informacje znalezione na regionalnym portalu. Nie dla wszystkich jednak to są informacje wystarczająco wartościowe i wiarygodne. Dlatego niektórzy nadal będą sięgać po prasę, tym razem jednak w wersji elektronicznej. Z tego punktu widzenia dla wielu mediów Internet jest szansą na dotarcie do większej ilości czytelników np. dla wydawnictw regionalnych. Nie ma przeszkód by osoba z Warszawy czytała w dniu wydania prasę z Poznania czy Krakowa. I tu Internet pokazuje swoje dwa oblicza. Z jednej strony dzięki temu, że daje dostęp do wielu darmowych informacji powoduje spadek zainteresowania tradycyjnymi, płatnymi mediami, z drugiej jednak strony, niszcząc bariery terytorialne zwiększa krąg potencjalnych odbiorców takich e-gazet. Rewolucja technologiczna mediów dewaluuje nie gazetę, nie czasopismo, a tylko papier. Media prasowe mają ogromną możliwość funkcjonowania w Internecie. Oczywiście to się nie stanie z dnia na dzień. Nie wieszczę śmierci prasie, a jedynie jej papierowej formy. Większości użytkownikom, szczególnie tym z młodszego pokolenia, łatwiej będzie akceptować czytanie tytułu z ekranu komputera, nawet z komórki czy z papieru elektronicznego niż z papieru fizycznego. Skoro media tak ewoluują i tak będą wyglądać w przyszłości, to i monitoring będzie musiał się zmieniać, aby dostosować się do innej formy mediów. Już teraz wiele technicznych rozwiązań, które stosujemy jest dostosowane do nowych form elektronicznych mediów, a to dopiero początek.
6. Czym może pochwalić się PRESS-SERVICE?
Na pewno możemy o sobie powiedzieć, że jesteśmy głównym architektem monitoringu mediów w Polsce. W tej chwili nasza branża pod względem funkcjonowania i tego co może zaoferować klientom, w wielu przypadkach przewyższa standardy znane w najbogatszych krajach Europy, czy świata. W dodatku, cieszymy się, że udało nam się na tak dynamicznym i wymagającym rynku zdobyć pozycję lidera. Byliśmy jeszcze kilka lat temu małą firmą z Poznania, która praktycznie w ogóle nie liczyła się na rynku krajowym. Jeśli spojrzymy na lata 90-te to tak naprawdę była jedna firma w kraju - Globa Agencja Informacyjna i długo, długo nic. Dzięki swojej determinacji i ciężkiej pracy doszliśmy do takiej sytuacji, w której to my jesteśmy niekwestionowanym liderem. Obsługujemy gros firm i instytucji, a większość z nich to największe, najważniejsze i jednocześnie najbardziej znane koncerny i agencje public relations. Jest to bardzo budujące, bo pokazuje, że potrafimy odpowiedzieć na potrzeby najbardziej wymagających firm. Z tego jesteśmy naprawdę dumni.
Nie mogę zapomnieć również o naszych pracownikach i partnerach biznesowych. Praca z takimi zmotywowanymi i entuzjastycznie nastawionymi ludźmi to prawdziwa przyjemność. Bez takiego zespołu nie moglibyśmy realizować tak śmiałych wizji.Za sukces można uznać to, że potrafiliśmy tak się zorganizować, że monitorujemy blisko 1000 tytułów prasowych, kilkaset stacji radiowych i telewizyjnych, miliony źródeł informacji w Internecie w tym ponad 3,5 mln blogów. Uczestniczymy również w strukturach FIBEP’u – międzynarodowego stowarzyszenia firm monitorujących media. Dla naszych klientów monitorujemy i dostarczamy materiały z ponad 80 krajów świata. Jednak największym powodem do dumy jest zadowolenie naszych klientów. Szczególnie wtedy gdy z uznaniem mówią o tym, że „dzięki nam poznali inną, lepszą twarz monitoringu mediów”. To naprawdę jest budujące i traktuję jako ogromny sukces wśród tego, co PRESS-SERVICE Monitoring Mediów osiągnął do tej pory na rynku.
7. Jak Pan ocenia konkurencję z branży i kto jest według Pana największym konkurentem?
Odpowiem przewrotnie na to pytanie, bo uważam, że jeśli chodzi o taką wizję monitoringu mediów, jaką my mamy, to nie ma dla nas konkurencji. Natomiast, jeśli spojrzymy okiem klienta, to oczywiście jest kilka firm, które z nami konkurują. Jest też wiele maleńkich firm, które też realizują podstawowe zadania monitoringu mediów. To dobrze, że jest konkurencja, bo jest to bardzo duża siła napędowa do podejmowania coraz to nowych wyzwań. W tym kontekście pozytywnie oceniam naszą konkurencję. W ogóle uważam, że polski rynek, polscy menedżerowie są aktywni i nie brakuje im pomysłowości, determinacji w działaniu. Nie da się też zaprzeczyć, że jest to wysoce relacyjny biznes, a przez to również narażony na nie zawsze etyczne działania. Nie raz spotykamy się z taką sytuacją, że ktoś z konkurencji próbuje potencjalnego klienta wprowadzić w błąd, albo deprecjonować nasz udział rynkowy, podpierając się jakimiś tam wyobrażeniami. Są to rzeczy, z którymi oczywiście sobie radzimy, i przy ocenie branży takich elementów nie brałbym pod uwagę. Jeśli chodzi o ocenę usług konkurencji, to bardziej w tym zakresie kompetentni są klienci, którzy mają obiektywne spojrzenie, na to jak działają firmy monitorujące media.
8. Co jest najtrudniejsze w procesie realizacji monitoringu mediów?
Pytanie bardzo szerokie, bo tak naprawdę jest wiele trudności. Monitoring mediów to skomplikowany proces, na który wpływ ma technika i ludzie. Jesteśmy firmą, która jest na wskroś nasycona technologią. Bardzo duży budżet przeznaczony na rozwój informatyczny, ale i tak kluczowym elementem, jeśli tak można powiedzieć, jest człowiek. Niektórzy nasi klienci chcą dostawać jedynie wybrane materiały. Nie chcą otrzymywać informacji o wszystkich publikacjach czy klipach, ale jedynie te, które spełniają określony merytoryczny kontekst. Tutaj bez pracy człowieka nie sposób się obejść. Dlatego ludzie są tu bardzo ważni. Rodzi to też wiele problemów. Tam gdzie jest człowiek mogą pojawić się i błędy. Niestety, taką już mamy naturę, że nie potrafimy być doskonali jak maszyny i urządzenia w powtarzalnych, ciągłych procesach. Skoro więc jest zagrożenie, to należy ponosić stałe koszty kontroli i działań zapobiegających. Co do innych problemów, to jednym z nich jest zmienność mediów, a dokładniej Internetu. Zdarza się, że adres, wskazany przez klientów do monitoringu potrafi w ciągu kilku dni zmienić swoją nazwę. Niestety nie zawsze jest to zrozumiałe dla zleceniodawców i wyjaśnienie przyczyny tego problemy jest bardzo kłopotliwe. Pewną trudnością jest również to, że klienci chcą, aby jak najszerzej monitorować dla nich media. Zlecają monitoring dziesiątek haseł i słów kluczowych, proszą o poszerzenie wyszukiwania o kolejne kilkanaście tytułów, jednocześnie oczekując, że materiały będą znajdowane we wszystkich interesujących ich mediach z samego rana. To są sprzeczności, które dla nas stanowią poważne wyzwanie. Innym problemem, który czasami występuje przy bardziej skomplikowanych zleceniach jest właściwe zdefiniowanie przez klienta interesującego go zagadnienia. Przyczyną tego może być np. brak czasu ze strony zleceniodawcy lub brak świadomość złożoności tematu. W takiej sytuacji staramy się ciężar prac przenieść na siebie. Później podczas obsługi może dojść do wystąpienia reklamacji, a jej przyczyną okazuje się, rozbieżność pomiędzy ukrytym, niewyartykułowanym wyobrażeniem klienta a przyjętą formą obsługi. Lepiej zawsze to wcześniej przewidzieć i zbadać, ale niestety nie zawsze się to udaje. Bardzo poważnie traktujemy, każdą taką sytuację i szybko reagujemy na tego typu niezgodności. Cały system wewnętrznej kontroli i procedury działań zapobiegawczych są właśnie oparte o minimalizowanie podobnych problemów.
Dziękuję za rozmowę
Ten wywiad dostępny jest również na stronie http://www.epr.pl/ (pod linkiem: http://www.epr.pl/recenzjedwa.php?id=168&cat=2&itemcat=3)
Grzegorz Fijorek ePR: 1. Czym zajmuje się PRESS-SERVICE Monitoring Mediów?
Sebastian Bykowski: PRESS-SERVICE Monitoring Mediów to firma zajmująca się szeroko rozumianym analizowaniem informacji medialnych. Nazwałem tę działalność Media Intelligence. Na tyle jest to pojemne znaczenia, że w dużym stopniu odpowiada na pytania o zakres naszych działań. Oczywiście nadal zajmujemy się obszarem związanym z wyszukiwaniem informacji z prasy, Internetu, radia i telewizji dla celów kontroli i analizy wizerunku medialnego firm, osób i marek. Ale nasze usługi monitoring mediów wzbogacamy również działaniami z zakresu wsparcia technologicznego i analitycznego. W pierwszym obszarze budujemy dla i razem z naszymi klientami systemy do zarządzania pozyskanymi informacjami, budowaniem platform dostępowych. Wychodzimy z założenia, że wtedy zdobyte materiały mają większą wartość, jeżeli można mieć do nich swobodny i szybki dostęp, ale również wtedy, gdy ten dostęp można odpowiednio profilować w zależności od potrzeb użytkownika. Aspekt analityczny, to z kolei tworzenie raportów jakościowych i wizerunkowych wspomagających działania wizerunkowe naszych klientów. AUDYTY MEDIALNE, których opracowywania się podejmujemy zawierają obiektywną ocenę pozycji medialnej naszych klientów i ich konkurentów. To również wywiadowcze raporty branżowe przedstawiające analizę otoczenia gospodarczego, politycznego rozszerzone o opracowania benchmarkingowe. Wychodzę z założenia, że w mediach są wszystkie informacje, należy je tylko znaleźć i odpowiednio przetworzyć i przeanalizować.
Poza tym prowadzimy też działania o charakterze doradczym i szkoleniowym. Wiele firm potrzebuje wsparcia w zakresie organizacji pracy, kontaktów z mediami, dostępu do informacji. Ta wiedza potrzebna jest nie tylko dla piarowców, ale również osób zajmujących się marketingiem i zarządzaniem z kluczowymi menadżerami włącznie. Bo informacje w dzisiejszych czasach to podstawowy zasób zwiększający przewagę konkurencyjną. Ważne jest, aby wiedzieć skąd je pozyskiwać i jak nimi zarządzać.
2. Z czym najczęściej kojarzy się Klientom monitoring mediów?
Niestety ciągle te skojarzenia dotyczą prostego press clippingu, czyli dostarczania wycinków czy fragmentów programów RTV. Staram się walczyć z tym wyobrażeniem – wydaje mi się, ze nawet skutecznie, ale jeszcze przede mną i moją firmą długa wojna z tymi stereotypami, pomimo niekiedy spektakularnych wygranych bitew.
Taka walka z wąskim skojarzeniem monitoring mediów to wręcz pozytywistyczna praca u podstaw. Większość piarowców na różnego kongresach, mówiąc o swoich działaniach przytacza monitoring mediów tylko w tym wąskim kontekście, jako narzędzia do prostego potwierdzenia, że coś było lub nie w mediach. Specjaliści od PR w ten sposób przenoszą dalej ten stereotyp. Dlatego tworzenie prawdziwego wizerunku monitoring mediów wymaga czasu i współpracy właśnie z tymi osobami, aby dostrzegły w tych usługach pełnię ich możliwości.
3. Co z oferty firmy cieszy się największym zainteresowaniem, a co jest niedoceniane?
Łączy się to właśnie z wyobrażeniami o świadczonych przez nas usługach. Największym zainteresowaniem nadal cieszy się monitoring prasy, choć, co trzeba zauważyć coraz częściej jest on wybierany razem z monitoringiem Internetu. Decydenci zaczynają coraz bardziej doceniać media elektroniczne, ich wagę opiniotwórczą, co przekłada się na zainteresowanie monitoringiem tego bardzo złożonego medium.Inna sprawa, to jest w ogóle przywiązanie klientów do wycinków, klipów. Nie dość, że jest to kontrowersyjny problem z poziomu prawnego, to jeszcze tak naprawdę w bardzo wielu przypadkach ten fizyczny wycinek nie jest istotny – ważna jest treść, a najczęściej tylko jej fragment, przekaz. Zatem szanując swój czas, którego przecież wszystkim brakuje, i który należy do jednych z tych zasobów, który możemy tylko stracić, powinno się większą wagę przywiązywać do analizy zawartości, i czytać ewentualnie tylko to, co jest naprawdę istotne.
A co jest niedoceniane? Nadal jeszcze raportowanie i to te bardziej zaawansowane. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak cenne informacje można znaleźć w mediach. Odpowiednio przeanalizowane dane i wnioski z informacji medialnych mogą być bardziej wartościowe, niż same wycinki. Raporty jakościowe są bardzo cennym narzędziem mogącym pomóc firmie w jej działalności. Niektóre z nich to szerokie opracowania oceniające skuteczność przekazów medialnych, wizerunek badanego podmiotu, zasięg informacji, które zostały opublikowane, podsumowanie tego, co wydarzyło się w analizowanym okresie. To także porównanie analizowanej firmy do innych, konkurencyjnych instytucji. Inne badania to raporty marketingowe i wywiadowcze przedstawiające analizę konkretnych sytuacji, rynków czy branż. To rzetelne opracowania niosące ze sobą szczegółowe dane o charakterze infobrokerskim.
Niedoceniony jest także monitoring globalny. Jest wiele firm, które mają swoje zagraniczne oddziały lub myślą o ekspansji zewnętrznej. Dla takich podmiotów rynki zagraniczne są strategicznym obszarem. Konieczne jest zatem badanie własnej lub konkurentów pozycji medialnej w tamtych krajach. Aby korzystanie z tych danych było łatwe i ergonomiczne informacje z monitoringu mediów zagranicznych są tłumaczone, można je łatwo wyszukiwać, zarządzać, analizować. Co bardzo ważne, publikacje pozyskane z mediów zagranicznych są eksponowane na platformie razem z krajowymi, dzięki temu można kompleksowo zarządzać wszystkim zebranymi informacjami.
4. Jak rozwój technologii informatycznych wpływa na firmę i branżę?
Technologia ma ogromny wpływ na rozwój branży i całego środowiska, w którym działa moja firma. Rewolucja informatyczna zmienia media, często bardzo dramatyczne, a to z kolei ma przełożenie na ich dostępność, opiniotwórczość. To sprawia, że na naszych oczach powstają nowe, istotne media. My musimy je monitorować, bo są wartościowe dla naszych klientów. Zmiany w mediach powodują, że musimy również dostosowywać własną technologię do tego by je śledzić, a także by wynik tej analizy jak najlepiej przedstawić odbiorcy. Oczywiście technologia ma także znaczący wpływ na samo funkcjonowanie firmy. Sprawia, że możemy być szybsi i bardziej elastyczni, że podejmujemy się działań, które do niedawna były niemożliwe. Dzięki rewolucji teleinformatycznej zniszczone zostały bariery w zakresie szybkości dotarcia do informacji. Komórka i laptop zapewniają naszym klientom nieograniczony miejscem pobytu stały dostęp do potrzebnych informacji, tak przecież ważny w sytuacjach kryzysowych. Za sprawą nowoczesnej komunikacji, my również możemy bardzo szybko docierać do informacji nawet z najdalszych zakątków naszego globu. Informatykę zaprzęgliśmy również w poprawę komunikacji z klientami. Dzięki nowoczesnej platformie może bez trudy szybko zamówić potrzebne nagle informacje, skontaktować się ze swoim doradcą, czy samodzielnie edytować zebrane informacje. To co się teraz dzieje w tym zakresie do nie dawna było czystą fantastyką. A w niedalekiej przyszłości nasi klienci otrzymają dostęp do jeszcze ciekawszych opcji…
5. Czy e - prasa i trend Web2.0 wpłynęły, lub wpłyną na realizację montoringu?
Oczywiście, że tak. WEB 2.0 na pewno wpłynął na to, że klienci mogą w bardziej aktywny sposób korzystać z platform WWW. W mojej opinii, takie owoce WEB 2.0 jak chociażby RSSy znacząco zwiększyły komfort w korzystaniu z monitoringu mediów.
Budujemy od wielu lat portale zwane przez nas INFORIĄ (to „kraina informacji” jaką udostępniamy naszym klientom). Jeszcze kilka lat temu te portale były znamionami rewolucji internetowej w biznesie i zmieniły sposób korzystania z publikacji - klient z dowolnego miejsca mógł mieć dostęp do informacji. A teraz, dzięki RSS, nawet użytkownik nie musi pamiętać o konieczność sprawdzenia zawartości takiego portalu, bo informacje same do niego przychodzą… Jesteśmy współtwórcą CafeNews – pierwszego agregatora aktualności. Nasze doświadczenie zdobyte w branży mediów plus technologia i trendy WEB 2.0 pozwoliły na realizację tak ciekawego projektu, który całkowicie za darmo dla użytkownika, daje ogromne możliwości. Pozwala być mu na bieżąco z ważnymi informacjami, a do tego w pewnym sensie porządkuje dla niego Internet. Jeżeli spojrzymy, w jakim kierunku Internet ewoluuje to dla niektórych staje się on wręcz przerażającym miejscem. Trudno jest mu się znaleźć gdzieś dalej poza Onetem, Wirtualna Polską, Interią i portalami, z którymi ma na co dzień kontakt. Dalej wszystko jest mu dość obce. CafeNews natomiast oferuje użytkownikowi dostęp do serwisów, które poruszają tematykę, która go interesuje. Dzięki temu nie tylko ma w jednym miejscy źródła poruszające ważne dla niego tematy, ale również dociera do takich, do których być może nigdy by nie trafił. CafeNews to jeszcze wiele innych ciekawych rozwiązać. Dla branży PR z pewność bardzo ciekawy będzie właśnie wprowadzany na rynek produkt CafeNewsWire, którego nazywam Media Realise 2.0.Kwestię e-prasy ujmę w ten sposób. Teraz nie trzeba jechać do Olsztyna, żeby przeczytać gazetę z tego miasta. Wystarczy mieć wydanie elektroniczne takiego tytułu. Oczywiście nie każdy, kto chce dowiedzieć się, co się dzieje w tym regionie kupi e-gazetę. Wielu wystarczą informacje znalezione na regionalnym portalu. Nie dla wszystkich jednak to są informacje wystarczająco wartościowe i wiarygodne. Dlatego niektórzy nadal będą sięgać po prasę, tym razem jednak w wersji elektronicznej. Z tego punktu widzenia dla wielu mediów Internet jest szansą na dotarcie do większej ilości czytelników np. dla wydawnictw regionalnych. Nie ma przeszkód by osoba z Warszawy czytała w dniu wydania prasę z Poznania czy Krakowa. I tu Internet pokazuje swoje dwa oblicza. Z jednej strony dzięki temu, że daje dostęp do wielu darmowych informacji powoduje spadek zainteresowania tradycyjnymi, płatnymi mediami, z drugiej jednak strony, niszcząc bariery terytorialne zwiększa krąg potencjalnych odbiorców takich e-gazet. Rewolucja technologiczna mediów dewaluuje nie gazetę, nie czasopismo, a tylko papier. Media prasowe mają ogromną możliwość funkcjonowania w Internecie. Oczywiście to się nie stanie z dnia na dzień. Nie wieszczę śmierci prasie, a jedynie jej papierowej formy. Większości użytkownikom, szczególnie tym z młodszego pokolenia, łatwiej będzie akceptować czytanie tytułu z ekranu komputera, nawet z komórki czy z papieru elektronicznego niż z papieru fizycznego. Skoro media tak ewoluują i tak będą wyglądać w przyszłości, to i monitoring będzie musiał się zmieniać, aby dostosować się do innej formy mediów. Już teraz wiele technicznych rozwiązań, które stosujemy jest dostosowane do nowych form elektronicznych mediów, a to dopiero początek.
6. Czym może pochwalić się PRESS-SERVICE?
Na pewno możemy o sobie powiedzieć, że jesteśmy głównym architektem monitoringu mediów w Polsce. W tej chwili nasza branża pod względem funkcjonowania i tego co może zaoferować klientom, w wielu przypadkach przewyższa standardy znane w najbogatszych krajach Europy, czy świata. W dodatku, cieszymy się, że udało nam się na tak dynamicznym i wymagającym rynku zdobyć pozycję lidera. Byliśmy jeszcze kilka lat temu małą firmą z Poznania, która praktycznie w ogóle nie liczyła się na rynku krajowym. Jeśli spojrzymy na lata 90-te to tak naprawdę była jedna firma w kraju - Globa Agencja Informacyjna i długo, długo nic. Dzięki swojej determinacji i ciężkiej pracy doszliśmy do takiej sytuacji, w której to my jesteśmy niekwestionowanym liderem. Obsługujemy gros firm i instytucji, a większość z nich to największe, najważniejsze i jednocześnie najbardziej znane koncerny i agencje public relations. Jest to bardzo budujące, bo pokazuje, że potrafimy odpowiedzieć na potrzeby najbardziej wymagających firm. Z tego jesteśmy naprawdę dumni.
Nie mogę zapomnieć również o naszych pracownikach i partnerach biznesowych. Praca z takimi zmotywowanymi i entuzjastycznie nastawionymi ludźmi to prawdziwa przyjemność. Bez takiego zespołu nie moglibyśmy realizować tak śmiałych wizji.Za sukces można uznać to, że potrafiliśmy tak się zorganizować, że monitorujemy blisko 1000 tytułów prasowych, kilkaset stacji radiowych i telewizyjnych, miliony źródeł informacji w Internecie w tym ponad 3,5 mln blogów. Uczestniczymy również w strukturach FIBEP’u – międzynarodowego stowarzyszenia firm monitorujących media. Dla naszych klientów monitorujemy i dostarczamy materiały z ponad 80 krajów świata. Jednak największym powodem do dumy jest zadowolenie naszych klientów. Szczególnie wtedy gdy z uznaniem mówią o tym, że „dzięki nam poznali inną, lepszą twarz monitoringu mediów”. To naprawdę jest budujące i traktuję jako ogromny sukces wśród tego, co PRESS-SERVICE Monitoring Mediów osiągnął do tej pory na rynku.
7. Jak Pan ocenia konkurencję z branży i kto jest według Pana największym konkurentem?
Odpowiem przewrotnie na to pytanie, bo uważam, że jeśli chodzi o taką wizję monitoringu mediów, jaką my mamy, to nie ma dla nas konkurencji. Natomiast, jeśli spojrzymy okiem klienta, to oczywiście jest kilka firm, które z nami konkurują. Jest też wiele maleńkich firm, które też realizują podstawowe zadania monitoringu mediów. To dobrze, że jest konkurencja, bo jest to bardzo duża siła napędowa do podejmowania coraz to nowych wyzwań. W tym kontekście pozytywnie oceniam naszą konkurencję. W ogóle uważam, że polski rynek, polscy menedżerowie są aktywni i nie brakuje im pomysłowości, determinacji w działaniu. Nie da się też zaprzeczyć, że jest to wysoce relacyjny biznes, a przez to również narażony na nie zawsze etyczne działania. Nie raz spotykamy się z taką sytuacją, że ktoś z konkurencji próbuje potencjalnego klienta wprowadzić w błąd, albo deprecjonować nasz udział rynkowy, podpierając się jakimiś tam wyobrażeniami. Są to rzeczy, z którymi oczywiście sobie radzimy, i przy ocenie branży takich elementów nie brałbym pod uwagę. Jeśli chodzi o ocenę usług konkurencji, to bardziej w tym zakresie kompetentni są klienci, którzy mają obiektywne spojrzenie, na to jak działają firmy monitorujące media.
8. Co jest najtrudniejsze w procesie realizacji monitoringu mediów?
Pytanie bardzo szerokie, bo tak naprawdę jest wiele trudności. Monitoring mediów to skomplikowany proces, na który wpływ ma technika i ludzie. Jesteśmy firmą, która jest na wskroś nasycona technologią. Bardzo duży budżet przeznaczony na rozwój informatyczny, ale i tak kluczowym elementem, jeśli tak można powiedzieć, jest człowiek. Niektórzy nasi klienci chcą dostawać jedynie wybrane materiały. Nie chcą otrzymywać informacji o wszystkich publikacjach czy klipach, ale jedynie te, które spełniają określony merytoryczny kontekst. Tutaj bez pracy człowieka nie sposób się obejść. Dlatego ludzie są tu bardzo ważni. Rodzi to też wiele problemów. Tam gdzie jest człowiek mogą pojawić się i błędy. Niestety, taką już mamy naturę, że nie potrafimy być doskonali jak maszyny i urządzenia w powtarzalnych, ciągłych procesach. Skoro więc jest zagrożenie, to należy ponosić stałe koszty kontroli i działań zapobiegających. Co do innych problemów, to jednym z nich jest zmienność mediów, a dokładniej Internetu. Zdarza się, że adres, wskazany przez klientów do monitoringu potrafi w ciągu kilku dni zmienić swoją nazwę. Niestety nie zawsze jest to zrozumiałe dla zleceniodawców i wyjaśnienie przyczyny tego problemy jest bardzo kłopotliwe. Pewną trudnością jest również to, że klienci chcą, aby jak najszerzej monitorować dla nich media. Zlecają monitoring dziesiątek haseł i słów kluczowych, proszą o poszerzenie wyszukiwania o kolejne kilkanaście tytułów, jednocześnie oczekując, że materiały będą znajdowane we wszystkich interesujących ich mediach z samego rana. To są sprzeczności, które dla nas stanowią poważne wyzwanie. Innym problemem, który czasami występuje przy bardziej skomplikowanych zleceniach jest właściwe zdefiniowanie przez klienta interesującego go zagadnienia. Przyczyną tego może być np. brak czasu ze strony zleceniodawcy lub brak świadomość złożoności tematu. W takiej sytuacji staramy się ciężar prac przenieść na siebie. Później podczas obsługi może dojść do wystąpienia reklamacji, a jej przyczyną okazuje się, rozbieżność pomiędzy ukrytym, niewyartykułowanym wyobrażeniem klienta a przyjętą formą obsługi. Lepiej zawsze to wcześniej przewidzieć i zbadać, ale niestety nie zawsze się to udaje. Bardzo poważnie traktujemy, każdą taką sytuację i szybko reagujemy na tego typu niezgodności. Cały system wewnętrznej kontroli i procedury działań zapobiegawczych są właśnie oparte o minimalizowanie podobnych problemów.
Dziękuję za rozmowę
Ten wywiad dostępny jest również na stronie http://www.epr.pl/ (pod linkiem: http://www.epr.pl/recenzjedwa.php?id=168&cat=2&itemcat=3)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Koniec z iluzją AVE. W obronie decyzji i budżetów
Po kilku latach absencji w tworzeniu wpisów na moim blogu - swoją aktywność przeniosłem na LinkedIn - postanowiłem przerwać to milczenie. To...
-
Prezentacja jaką wygłosiłem na Finansowym PoRobocie, które odbyło się 12. sierpnia w Sali Notowań GPW. Dziękuję Maćkowi Budzichowi z MediaFu...
-
4 sierpnia odbyło się spotkanie z cyklu Poznań PR. Dyskutowaliśmy na temat promocji miast i marketingu miejsc. W swoim wystąpieniu mówiłem m...
-
Inną ciekawostką, która "rzuciła" mi się w oczy przy studiowaniu ostatniego raportu D-Link, to odpowiedź na pytanie: Które treści ...